Niedawno w Krakowie minister rolnictwa Marek Sawicki zapowiedział ogromny, bo 10-procentowy wzrost cen żywności. Jeszcze w zeszłym miesiącu zapowiadał, że ma on wynieść 6,5. Oczywiście nikt się nie spodziewał, że będzie inaczej, ale jakoś tak przypomniałem sobie słynną debatę Jarosława Kaczyńskiego z Donaldem Tuskiem. Obecny płemieł przyparł do muru byłego szefa rządu argumentem dotyczącym rosnących cen cukru, mąki itd. Jak to zwykle bywa po dojściu do władzy nic się z tym nie robi, bo i po co... Nie szukam przyczyn tego wydarzenia, uważam że rząd nie powinien mieszać się w sprawy gospodarcze, aczkolwiek DLACZEGO po raz kolejny słowa nie równają się z czynami
Jak mogliście przeczytać w tej notce, Irlandia odrzuciła socjalistyczny i antyniepodległościowy Traktat Reformujący. Oczywiście Bruksela za bardzo nie przejęła się tą wieścią i kazała przegłosowywać tenże dokument innym krajom. Gdyby się bowiem udało pozostałym go ratyfikować, szmaragdowa wyspa mogła by przeprowadzić drugie referendum [co jest oczywiście jawną kpiną z demokracji - gdyby traktat został przyjęty ja, jako eurosceptyk, nie mógłbym poprosić o drugie głosowanie]. Barroso jednak, na szczęście, nie ma powodów do optymizmu, bo na horyzoncie jest kolejny kraj, który może odrzucić "marzenie federastów". W Czechach rośnie liczba osób niechętnych TR, a głównym mentorem chcących głosować na 'nie' jest prezydent Vaclav Klaus. Najnowsze badania donoszą, że liczba eurosceptyków jest większą od entuzjastów dla myśli powstania Unii Europejskiej. Czyżby więc kolejny kraj miał utrzeć nosy eurokomunistom? Miejmy nadzieję, że tak. Mamy również Polskę - gdzie co prawda sejm uchwalił dokument, ale Lech Kaczyński nie śpieszy się z podpisem. Wydaje mi się, że on może w ogóle tego nie podpisać. Bowiem chce on otrzymać głosy niechętnych Wielkiej Federacji Niemiecko-Francuskiej w wyborach prezydenckich, które odbędą się za dwa lata. Zdaje sobie sprawę, że z euroentuzjastami nie ugra zbyt wiele, więc odwraca kota ogonem, by ostatecznie sprzeciwić się brukselskim pomysłom. Jest to oczywiście kłamstwo, obłuda i chamstwo Lecha Kaczyńskiego, ale na szczęście nic na tym chamstwie i hipokryzji ["ja dużo wywalczyłem, ten traktat jest sukcesem, podpiszemy go z uśmiechami"] niewiele stracimy.
Najciekawsze jest jednak, co zrobiłaby Bruksela, gdyby kolejny kraj odrzucił Traktat. Zamach stanu? Wyrzucenie Czech i Irlandii z Wspólnoty Europejskiej? Zrzucenie bomb atomowych na te kraje?
Głupota współczesnego świata, a przede wszystkim Hollywood nie zna granic i szybko się rozprzestrzenia. Angelina Jolie niestety przelała czarę goryczy i mnie naprawdę załamała. Palnęła bowiem coś takiego:
W produkcjach Disneya nie pojawia się afrykańska księżniczka
I oskarżyła słynną wytwórnię o... rasizm. Cóż, troszeczkę pokrętną logikę ma aktorka, która zresztą wychowuje małą murzynkę. Ale szanowni Czytelnicy, nie tylko ona ma takie problemy. Sam zauważyłem rasistowskie zachowania. W filmie "Katyń" nie ma ŻADNEGO murzyna!!! Wajda - TY RASISTO! Ale to działa w obie strony - Kurosawa był rasistą, przecież tam mieliśmy tylko japońskich samurajów. Nie mówiąc już o ostatnich filmach dokumentalnych poświęconych AIDS w Afryce. Sami czarnoskórzy, żadnego białego. Fuj, rasiści!
Euro 2008 komentować nie będę, bo przecież każdy wie jak było, a ci co oglądali widzieli w jakim stylu.
Dzisiaj znowu o Wałęsie. Już 23 czerwca, czyli za 6 dni pojawi się niezwykle ciekawa książka S. Cenckiewicza i P. Gontarczyka - "SB, a Lech Wałęsa". Dopiero od przedwczoraj na stronie internetowej tygodnika "Wprost" można było zapoznać się z fragmentami książki. Cała jej zawartość pozostawała tajemnicą do tego czasu. Ale to jest nieważne.
Najważniejsze pytanie - 'czy Lech Wałęsa był agentem SB?'. Odpowiedź jest oczywista. Był. Naprawdę nie istnieje masowy front przeciwko legendzie "Solidarności". To po prostu jest fakt - ludzie żyli w tamtych czasach i znają prawdę, która była zacierana. Początkowo ukrywana pomiędzy donosicielem, a agentem "Bolek", a potem przez współpracowników i samego agenta - prezydenta. Każdy, który chociaż trochę "siedzi" w polityce, wie że Wałęsa z ekipą kręcili się po archiwach i zabierali teczkę Tajnego Współpracownika o pseudonimie "Bolek". Akta, owszem, wróciły, ale niestety parę cennych materiałów zniknęło. Co się z nimi obecnie dzieje, nie wiadomo, najprawdopodobniej jednak są one już zniszczone. Innymi ważnymi materiałami są filmy - "Plusy dodatnie, plusy ujemne" [zapraszam na seans oraz "Nocna Zmiana". Nie będę się zagłębiać w szczegóły, nie jest to jednak trudne w zrozumieniu, więc zobaczcie sami - i wyciągnijcie wnioski. Kolejnym dowodem na to, że Lech Wałęsa na agenturalną przeszłość jest... Aaron Szechter, alias Adam Michnik. Chodzi tutaj o jego wypowiedź na łamach "Gazety Wyborczej". Gdy była afera z Gunterem Grassem [swoją drogą co za zbieżność sytuacyjna], że ten miał związki z SS, Wałęsa zaatakował go najmocniej. Redaktor naczelny powyższego dziennika powiedział, żeby były prezydent uderzył się w pierś, bo sam miał haniebną przeszłość. O co mu chodziło, można się domyślić. Wprost oczywiście tego nie powiedział, ale trudno posądzać Michnika o zrobienie coś dobrego dla wyjaśnienia historii Polski. Wałęsa szybko wycofał się z wypowiedzi i więcej nie poruszał tego tematu - strach? Chyba tak...
Sprzeciw dla książki IPN-owskiej o przeszłości Wałęsy poparło wiele "postępowych" postaci, takich jak wychwalająca Stalina: Szymborska, Bartoszewski [dziwnym trafem "wypuszczony" z Oświęcimia oraz posługujący się "fałszywą" profesurą], Wajda, Michnik, Geremek, Edelman [o tym człowieku, koniecznie trzeba przeczytać czy Łuczywo. Zachowanie godne ZSRR - tam też krytykowali coś, mimo że tego nie czytali. Jak bardzo ciekawie określił Korwin-Mikke: 'Homo sovietus'.
I drugie pytanie, równie często zadawane: czy agentura Wałęsy przekreśli jego autorytet?. Różnie można tą sprawę postrzegać, wyrażę jednak swoją opinię. Bycie agentem SB jest czymś hańbiącym. Oczywiście jest różnica między Fronczewskim [który raz w stanie nietrzeźwym został spisany i spotkał się ze służbami by odmówić współpracy], a TW "Bolkiem", który donosił za pieniądze. Donosicielstwo doprowadziło m.in. do śmierci księdza Jerzego Popiełuszki, więc niech nikt nie mówi, że to nie jest nic godnego potępienia. Jest. Dlatego autorytet Wałęsy został wystawiony na próbę. Ten człowiek swoimi wypowiedziami na różne tematy wzbudził we mnie negatywne emocje, ale do pewnego czasu doceniałem jego zasługi w latach 80. Teraz wstrzymuje się i z tym. Zobaczymy co napisze książka, a na pewno nie napisze wszystkiego... Z całą pewnością prowadził 'podwójne życie' i niestety trzeba to wziąć pod uwagę. Pisanie historii najnowszej oraz podręczników na ten temat trzeba zatem rozpocząć od nowa.
Po pierwsze - nie umieją dyskutować. Gdy jakiś argument im nie przypasuje mają parę rozwiązań. Albo edytować czyjś komentarz, tak po prostu "dla żartów", albo po prostu zbanować - żeby więcej nie zawracał głowy. Albo bezczelnie usunąć komentarz, który nie był ani obraźliwy, ani godzący w czyjeś uczucia. Po prostu miał na celu zniszczyć ichnią propagandę. Joggerowe przykłady to: Aeth oraz nieaktywny już Piechuła.
Po drugie - obrażają. Epitety w stylu - moher, prawaczek, pisowczyk, pisomatołek, matoł, prawacki debil itd. itd. są u nich na porządku dziennym. Co innego, gdy to wszystko działa w drugą stronę. Wtedy jest oburzenie i wszystko to co wymieniłem w pierwszym akapicie. Tutaj przykłady można szerzyć, więc pominę wymienianie joggów. Brakuje jednak kulturalnej lewicy takiej jaką prezentuje Bartini czy czarnobiaua. Normalna jest także obraza majestatu. Gdy Irlandia obaliła traktat i ja otwarcie powiedziałem ogłosiłem, że odrodziła się we mnie iskierka nadziei w demokrację po prostu pewna persona postanowiła się do mnie nie odzywać i powyzywać mnie. Cytatów nie będzie, bo i po co...
Po trzecie - nie odpowiadają na zadane pytania. Chyba najczęstszy grzech tzw. lewicowego zaścianka. Umiejętnie omijają kluczową sprawę, często z pomocą zagrywek w stylu opisanym w drugim punkcie. Wszystko wiedzą najlepiej, we wszystkim są najlepsi, wszystko potrafią obalić.
Po czwarte - "przyganiał kocioł garnkowi". Lewicowcy mają baaardzo słabą pamięć. Potrafią bluzgać na Telewizję Polską i jego szefa Urbańskiego, jakby nie pamiętając ekpy Kwiatkowskiego i tego co oni wyrabiali. Otwarcie mówią o niechęci do kościoła, ale podlizów i chodzenia na różnorakie nabożeństwa ateisty Kwaśniewskiego są przecież przeterminowane. Nie mówiąc o innych wydarzeniach, wielokrotnie wymienianych na łamach tego bloga.
Należy wam się osobna notka, dzięki wam - Kochana Szmaragdowa Wyspo - za powstrzymanie haniebnego, socjalistycznego dokumentu godzącego w naszą wolność. Cóż, Eurokołchoz już myśli o demokracji wybiórczej. Barroso kombinuje, w Brukseli popłoch, co mnie zresztą wcale nie dziwi, bo mądrzy Irlandczycy pokrzyżowali plany tej czerwonej klice. Niech żyją nasi zieloni przyjaciele!

Na łamach dzisiejszego "Dziennika" przeczytałem dość ciekawy news. Otóż, Leszek Miller za wszelką cenę chce jeszcze zaistnieć w polityce. Nie udaje się na razie z Polską Lewicą, która nie istnieje w sondażach, więc próbuje znaleźć popularność na żerowaniu na ludzkim pechu. Słynna czternastolatka [uprawiająca seks ze starszym kolegą - wg "Wyborczej", który ją zgwałcił] zaszła w ciążę i mimo co mówi powyższa koszerna gazetka wcale nie chce usunąć ciąży. Chce tego jego matka, która nie ma nic do gadania w tej sprawie. Oczywiście dostało się duchowieństwu, które próbowało odwieść dziewczynę od tego zamiaru. Katolski zaścianek, prawda?
Nasz, na szczęście były już, premier chce zasponsorować Agacie aborcję za granicą. Jak widać Miller zamiast zająć się swoimi problemami, miesza się również w czyjeś proponując zabicie dziecka.
Jeszcze dwa słowa o Howardzie Webbie - widziałem sporną sytuację i był faul. Kibice - musicie się pogodzić z odpadnięciem Polski z Euro. A już zachowanie chama Drzewieckiego, który oskarżył sędziego o korupcję jest obrzydliwe i odrażające. Uważam, że obecny "minister" sportu powinien znaleźć się w sądzie. Poza tym, że obraża Anglika, to jeszcze szerzy agresję i nienawiść do arbitra, który ma obecnie mnóstwo pogróżek.
Myślę, że mało prawdopodobne jest, żeby Wałęsa był "Bolkiem". Wiele osób na podstawie dokumentów było oskarżanych o współpracę z SB i potem byli oczyszczani. Tu będzie tak samo, jeśli dojdzie do procesu. Lech Wałęsa jest bezpodstawnie oskarżany
Sparafrazuję ten cytacik - ale, w przeciwieństwie do posła Lisa, podam konkretne argumenty. "Myślę, że bardzo prawdopodobne jest, żeby Wałęsa był "Bolkiem". Wiele osób na podstawie dokumentów było oskarżanych o współpracę z SB i potem byli oczyszczani. Tu będzie tak samo - niesłusznie. Bowiem Wałęsa nie jest bezpodstawnie oskarżany.
Lech Wałęsa wynosił dokumenty będąc prezydentem. Istnieje wiele dowodów i jest naprawdę wiele osób, którzy są przekonani o agenturze tego pana. Grupowy spisek? Sąd uniewinniał też Boniego, który potem mając złożyć oświadczenie lustracyjne przyznał się do donoszenia, mimo że szedł w zaparte przez 15 lat. Wałęsa w zaparte pójdzie jeszcze dłużej, ale MIEJMY NADZIEJĘ, że prawda w końcu oficjalnie wyjdzie na jaw.
Cóż, właściwie tytuł mówi wszystko. Wiele nadziei nie pokładałem w tym spotkaniu - obstawiałem 0:1. Niestety wynik był gorszy... Najbardziej bolą jednak dwie rzeczy - 1) najlepszym piłkarzem w polskiej w kadrze był Brazylijczyk. Pokazał naprawdę sporą klasę, szybkość, walkę i zaangażowanie. Owszem, Lewandowski zagrał nieźle, ale Roger w moim przekonaniu był jeszcze lepszy. Nie zmienia to faktu, że nadal jestem sceptycznie nastawiony do obcokrajowców w biało-czerwonych barwach. Druga rzecz, która mnie załamuje to to, że znokautował nas zdrajca. Dla mnie to sprzedawczyk, który dla sukcesów zgodził się zagrać dla Niemców. Tyle ode mnie w tej dość nerwowej chwili. Do zobaczenia!
--edit--
Przynajmniej Kubica wygrał...
Z racji mojego zainteresowania piłką nożną i trwania tak wielkiej imprezy jak Euro, postanowiłem poświęcić jej trochę miejsca. Napiszę coś o wczorajszych meczach
Szwajcaria-Czechy - bardzo nudny mecz, trzeba powiedzieć, że zdecydowanie lepszą drużyną był gospodarz imprezy. Przykra sytuacja z pierwszej połowy [kontuzja Alexandra Freia] troszkę podłamała Szwajcarów, którzy stracili gola. Pod koniec do pustej bramki z paru metrów nie trafił Johan Vonlanthen, zaś parę dogodnych sytuacji nie wykorzystali Hakan Yakin oraz Tranquillo Barnetta. Przegrali lepsi, co jest przykre. Obstawiałem 1:1, niestety Szwajcarzy nie zdołali pokonać dobrze dysponowanego Petra Cecha i skończyło się wynikiem 0:1 dla naszych południowych sąsiadów
Portugalia-Turcja - kapitalny mecz! Podopieczni Scolariego pokazali, że są faworytem tej imprezy. Już na początku spotkania, obrońca Pepe po rzucie wolnym Simao strzelił gola, niestety był na minimalnym spalonym i bramka nie została zaliczona. Na początku drugiej połowy pędzi Simao, brutalnie sfaulowany, sędzia zastosował przywilej korzyści, bowiem do piłki doszedł Nuno Gomes, który jednak trafił w słupek. Ten zawodnik miał ogromnego pecha, bowiem parę minut później zaliczył poprzeczkę. 61 minuta przyniosła gola po kapitalnej akcji. Przez środek pędzi Pepe, doskonale podaje do Nuno Gomesa, ten jak po sznurku oddaje mu piłkę w pole karne i obrońca Realu zapewnia prowadzenie Portugalczykom. Joker reprezentacji Turcji, Asik nie wykorzystał jeszcze dogodnej sytuacji, a w dziewięćdziesiątej minucie spotkania Turków pogrążył rezerwowy - Raul Meireles. Mój typ okazał się trafny - również obstawiałem 2:0. Negatywnie zaskoczył mnie tylko Cristiano Ronaldo - po nim spodziewałem się więcej.
Plucia na TVP przez "Gazetę Koszerną: ciąg dalszy. Tym razem dostało się Urbańskiemu za zawieszenie Hanny Lis [dziennikarki, która wpierw podprowadziła swojej najlepszej przyjaciółce męża - była świadkiem na jej ślubie[!!!], wzięła z nim ślub i teraz dzięki niemu robi "karierę"]. Ta oto pani nie potrafi niestety zachować żadnego obiektywizmu i najpierw skasowała na piętnaście minut przez programem informacje o płemierze Tusku, który oszukał z prywatyzacją [i tutaj były wypowiedzi jakiś tam mieszkańców kamienicy], a potem zmanipulowała wiadomość o Wałęsie [z którym co widać poniżej jest zaznajomiona]. Poszło o artykuł "Focus Historia". Oczywiście PeOfilka eks-Smoktunowicz musiała dodać od siebie zdanie, wbrew wydawcy: "ujawniony dziś dokument czyni tezę, że Wałęsa był agentem bezpieki, dość trudną do udowodnienia". Szkoda, że PiS-u tak nie broniła, jak prowadziła "Wydarzenia". Zażenowany jestem postawą tej "dziennikarzyny".
PS. Czytałem dzisiaj "Wyborczą" od deski do deski w poczekalni u lekarza. I muszę powiedzieć, że już chyba tygodnik "Nie" jest bardziej obiektywny niż to michnikowskie ścierwo.
Uznawany za socjalistę - Jarosław Kaczyński próbuje zahamować socjalizm [ponoć liberała]. Nasz płemieł z uporem maniaka, wraz ze swoim czerwonym ministrem Rostowskim, nie chcą obniżyć akcyzy. Tymczasem analitycy przewidują, że cena paliwa wkrótce dobije to pięciu złotych. Jak każdy chyba wie, większość z ceny benzyny stanowi podatek akcyzowy...
Obrazek wzięty z onetu.