Tarcza antyrakietowa
Sprawa tarczy antyrakietowej coraz bliżej rozstrzygnięcia. Zapewne zbudujemy ją praktycznie za darmo, znając Donia i jego ekipę. Ale poczekajmy jeszcze... Co jest w całej tej dyplomacji najważniejsze? Z całą pewnością twardość negocjacji. W moim przekonaniu brakuje tego co przez pewien czas prezentowała p. Fotyga [która nie nadawała się na to stanowisko, ale przyznać jej trzeba niezłą koncepcję]. Zamiast dbać o idiotyzmy [bo przecież kogo obchodzi humor czy nawet stosunek Sarkozy'ego czy Merkelowej do Polski], powinniśmy wziąć tyłek w troki i zacząć zajmować się sprawami KLUCZOWYMI dla naszego kraju! Dlatego uważam, że należy postawić warunki Bushowi, a potem również jego potencjalnemu następcy, czy też z grona Demokratów, czy Republikanów. Nie można oddać kolejnej rzeczy za darmo. Przejdźmy do meritum. Zniesienie wiz i umiarkowana kwota pieniężna nie powinna być ogromnym obciążeniem dla budżetu Stanów Zjednoczonych.
Na początku zajmijmy się wizami. Zbyt wiele państw nie jest objęte tą blokadą, żeby Polska miała takową posiadać. Bądźmy szczerzy - jest to dla nas niewygodne z paru kluczowych względów. Po pierwsze - aspekt kulturowy. Nawet największy przeciwnik i wróg Ameryki musi przyznać ogromne zalety USA w tej sferze. W tym kraju jest mnóstwo arcyciekawych zabytków takich jak np. Statua Wolności, Empire State Building, czy figury prezydenckie. Chyba każdy chciałby je choć raz ujrzeć na własne oczy, nie zawsze jest to możliwe, również z winy wiz. Nie można zapomnieć o Hollywood, Broadway'u, Las Vegas czy najpiękniejszego chyba terenu na świecie - Wielkim Kanionie. Po drugie - ekonomiczność. Ostatnimi czasy, w głównej mierze przez tracącego na wartości dolara, ceny w Ameryce zdecydowanie zmalały. Niezwykle opłacalne, szczególnie dla tak biednego społeczeństwa jak nasze, jest możliwość zakupów na terenie tamtego kraju. Samochody, sprzęt elektroniczny czy nawet wyposażenie dla mieszkania. Nie oszukujmy się - zdecydowana ulga dla portfela.
Przydałyby się nam również pieniążki i ich wpompowanie do budżetu, mimo tego, że każdy kolejny rząd będzie je sobie przywłaszczał. Deficyt jest i pora go nieco naprawić. Nie odbędzie się to jednak bez gotówki. Amerykę stać na mały prezencik dla Polski i z pewnością przy odrobinie starań uda się to od nich wyciągnąć. Tak jak jednak wcześniej napisałem, bez oporu i żądania korzyści niewiele ugramy. A sprawa tarczy antyrakietowej jest idealnym momentem, żeby nasz kraj mógł skorzystać na tym materialnie.
Komentarze do wpisu
Możesz śledzić odpowiedzi poprzez kanał RSS. Możesz dodać komentarz lub zostawić ślad (trackback) ze swojego bloga.
John Cooper
Jak już napisałem u Dandysa, popuścimy amerykanom smyczy, to zrobią u nas rodeo ;)
05 lipca 2008, 20:28:33
panq
Pozwolę sobie niezgodzić się z Twoją opinią. No, nie do końca, ale jednak.
Moim skromnym zdaniem wizy wogóle nie powinny być brane pod uwagę w tych negocjacjch! To zbyt błaha sprawa w porownaniu z tym, o co idzie w tych rozmowach. A idzie o wojsko, a dokładniej o strategiczną obecność USA w Europie. Mało tego! Ta obecność zapewnia im (poprzez tarcze właście) możliwość znacznego wpływu na stosunki z Rosją. Warto zauważyć, że Rosja bierze tę tarcze bardzo na serio! Tłumaczyć chyba nie trzeba, że ta cała tarcza to bardziej jest przeciw Rosji niż przeciw jakiemukolwiek innemu krajowi, w szczególności z rejonu bliskiego Wschodu. Gdyby miła być na Bliski Wschód, to negocjacje byłyby z Turcją, Grecją itd. No, chyba że tam juz tarcza (albo coś innego) jest. Ale to nie zmienia faktu, że taka a nie inna lokalizacja wymierzona jest w Rosję.
Polska ma tutaj ciekawą szansę. Trzeba się zdecydować: albo idziemy z USA, albo z Rosją (razem z EU i Niemcami). Na dłuższą metę nie da się zrealizować obu opcji jednocześnie. Kto da więcej, ten lepszy.
Co do samych zaś negocjacji. Z USA. Wizy prawdopodobnie nam zaoferują (w myśl zazady jak mamy coś dawać to dajmy, to na czym skorzystamy albo przynajmniej mało stracimy) a my mamy się na to rzucić. Myślę, że ofiarowanie nam wiz leży w interesie USA. Najedzie się tam Polaków, zaczną kupować, przez co pobudzą odrobinę gospodarkę. Niektórzy zaczną może pracować (tylko po co, jak w Polsce, Irlandii zarobią więcej), ale to też byłoby z korzyścią dla gospodarki – tania siła robocza. Rozumiem, że argument o zabytkach, Hollywood itd to odrobina sarkazmu :) W polityce międzynarodowej takie rzeczy nie mają znaczenia.
A co ma? Ano wpływy. Gospodarcze, polityczne, militarne… Skoro tak, to dogadajmy się może w tym kontekście. Oczywiście USA na jakiś wojskowy układ dwustronny o wzajemnym wsparciu militarnym na wypadek ataku (tak, na wszelki wypadek gdyby ktoś nas chciał... No bo USA nikt normalny otwarcie nie zaatakuje) raczej nie pójdzie, bo w tej grze jesteśmy blotką. Ale może są inne możliwości. Na myśl przychodzi mi modernizacja armii, może jakieś wsparcie finansowe, może, o właśnie, spłacenie częsci długu. Niech pomyśla troche nasi wspaniali politycy co też można z amerykanami ugrać.Nie musi to przecież koniecznie być coś materialnego. Wiedza też się liczy, technologie itd.
A gdyby tak opcja z Rosją. My mówimy amerykanom nie dla tarczy. Co możemy dostać w zamian? Właśnie, ciekawe.
Tak czy inaczej, nasi politycy będą tak grać, żeby wyjść na tym na swoje, a dla kraju coś tam ugrać.
pozdrawiam,
panq
06 lipca 2008, 00:00:33
aciddrinker
Jest jeszcze inna koncepcja – zażądać kasy od Rosji. Jeśli zapłacą nam więcej niż USA [za przyjęcie tarczy] można się nie zgodzić. Zarobimy i nie przyjmując, i przyjmując. Tylko pytanie – jaka będzie reakcja Rusków?
06 lipca 2008, 00:03:04
panq
Można próbować grać na dwie strony ale tylko w negocjacjach po to aby ewentualnie podbić cenę kontraktu. Ale nie wolno zapominać, że umowa jest umową. Jak umawiamy się (tajnie i na piśmie oczywiście) że odmawiamy amerykanom i rosjanie płacą (w jakiejkolwiek formie), to faktycznie nie możemy tej tarczy zainstalować. Oczywiście amerykanie nie muszą wiedzieć, że oto dogadaliśmy się z Rosją (ale powinno dać się im do zrozumienia, że jakieś tam rozmowy się toczą – podbijamy cenę) – jakiś oficjalny, mniej lub bardziej wiarygodny powód zawsze można wymyślić. Amerykanie i tak wcześniej czy później domyślą się o co chodzi. Raczej wcześniej.
Oczywiście umowy międzynarodowe bywały łamane, ale zanim się to zrobi trzeba się 1000 razy zastanowić i przewidzieć przyszłość na jakieś 100 a może i więcej lat. Zwłaszcza, że partner w tej umowie to byłaby Rosja. Tu nie ma żartów (podobnie gdy wystawionym do wiatru parterem miałyby być USA). Jest rosyjski gaz, surowce, handel, Rosja nieźle dogaduje się z Niemcami. Trzeba uważać.
Poza tym, jak złamiemy taką umowę to kto potem będzie chciał się z nami umawiać? A nawet jak sie uktoś z nami mówi, to nie będzie traktował nas i umowy poważnie.
Na koniec jeszcze: kasa od Rosji byłaby OK, ale oni też mają takie technologie, surowce których my nie mamy.
Z kimkolwiek się dogadamy ja osobiście oczekuję, że nasza pozycja międzynarodowa wzrośnie. Wolałbym opcje amerykańską.
Jeśli temat polityki międzynarodowej Cię interesuje to pan Stanisław Michalkiewicz miał bardzo dobry wykład na ten temat. Niestety nie pamiętam, gdzie ten wykład był...
pozdrawiam,
panq
06 lipca 2008, 12:21:38
Przemex
Rosjanie nie mają nic przeciwko tej tarczy, nie podoba im się tylko jej lokalizacja na terenie Polski. Ciągle mają nadzieję na odzyskanie terenów, hehe, a z tarczą będzie trudniej.
Więc jeśli przeholujemy zbudują ją gdzieś na terenie rosyjkim/zależnym od Rosji i na tym się skończy, bo ona raczej na pewno zostanie zbudowana.
06 lipca 2008, 15:47:05
panq
Ja myślę, że jednak mają. Przecież mówili o zachwianiu światowej równowagi militarnej.
Tarcza powstanie z nami czy bez nas, zgadzam się. Ale bardzo wątpie by powstała na terenie zależnym od Rosji, a już nie wierzę w to, by powstała na terenie Rosji. Co to, to nie… Putin bardzo nie lubi jak mu się ktoś wtrąca do jego kraju.
pozdrawiam,
panq
06 lipca 2008, 23:38:53
Dodaj komentarz