Ludzie, Opinie, Polityka

Donaldzie, bierz przykład!

13 sierpnia, 2008 o 00:00:55 Dodaj komentarz Poziom: 0 Permalink

Lech Kaczyński zaimponował mi w sposób niesamowity. Wygłosił znakomite i piękne przemówienie przeciwko Federacji Rosyjskiej i ich wojennym zapędom. Konieczne jest wsparcie dla Gruzji z każdej strony, nawet symboliczne. I cieszę się, że ktoś złamał barierę i powiedział całkowicie szczerze i bez politycznej poprawności całą prawdę. Szczególnie piękne było zdanie: "My wiemy, że dziś Gruzja, jutro Ukraina, pojutrze państwa bałtyckie, a później może i mój kraj. Potrafimy się temu przeciwstawić, jeśli Europa będzie reprezentować wspólne wartości. Powinno tu być 27 państw".

I jeszcze apel do płemieła. Krytykowałeś Ziobrę, że zwołuje za dużo konferencji prasowych. A wiesz co, to nie jest wcale takie złe. Wiadome jest, że ten rząd już nic ciekawego nie zrobi, więc chociaż mógłbyś troszkę pogawędzić z dziennikarzami. Zawsze lepsze to niż wybieranie majteczek dla żony i córki w towarzystwie kamer. No, ale Donek jest pewnie zmęczony - dwa urlopy + Krosno i ratowanie tamtejszych mieszkańców, na osiem miesięcy rządów i miliony wydane na wyjazdy naszego Słońca Peru nie wystarczą, więc proponuję, aby nasz szef rządu pojechał sobie w jakieś ciekawe miejsce. "Szczęśliwej drogi już czas", taka piosenka zespołu Vox się człowiekowi nasuwa. Ale dość już tych zlośliwości.

Komentarze do wpisu

Możesz śledzić odpowiedzi poprzez kanał RSS. Możesz dodać komentarz lub zostawić ślad (trackback) ze swojego bloga.

#

Angel

Zgadzam się. Dodatkowo powiem, że ładnie to ująłeś. Mimo tego iż jestem (byłem?) zwolennikiem Donka a wrogiem Lecha to stwierdzam fakt, że role się odwracają.

13 sierpnia 2008, 00:06:34

#

jaykob

A prawda jest taka, że Rosja ma nas gdzieś. Prędzej się z Niemcami dogadają i Polska zniknie na kilkadziesiąt lat. Znowu…

Dyplomacja to nie tylko słowa, ale za nimi musi stać coś co potrafi je poprzeć. Rosja nie zgodziła się na atak Gruzji na jedną z Republik i wypowiedziała jej wojnę która ma się teraz ku końcowi. Główne linie energetyczne zbombardowane teraz tylko kwestia czasu aż państwo się ugnie.

Rosja jest mocarstwem, czy tego chcemy czy nie, prawda?

13 sierpnia 2008, 00:12:31

#

Piotr Eckhardt

Ludzie, wreszcie ktoś w tym kraju zrobił coś dobrze, to cieszmy się z tego zamiast narzekać i wytykać co jest źle. Następna taka okazja będzie nieprędko…

13 sierpnia 2008, 00:40:37

#

Harry

Miło zobaczyć, że na lewicowym zwykle Joggerze pojawiło się wiele głosów wspierających prezydenta RP, którego popierałem od samego początku urzędowania. Faktem jest, że szybkie zorganizowanie wyjazdu wspierającego Gruzję w najtrudniejszym momencie jest dokonaniem, którego trudno nie docenić. Nawet przy najbardziej zajadłej pracy KGB-owskich agentów wpływu, szczególnie widocznych w WSI24. Dodam, że Donek, o ile w sprawach wewnętrznych nie robi nic, o tyle w zagranicznych chłoptaś jest jak dziecko we mgle szukające bezradnie ręki Merkel, aby jej się kurczowo chwycić.

13 sierpnia 2008, 01:14:57

#

Aciddrinker

Niestety Tusk nie przejawia nawet zainteresowania polityką zagraniczną. Żeby chociaż się Merkel chwytał, ale mam wrażenie, jakby po nim ten urząd całkowicie spływał

13 sierpnia 2008, 01:21:44

#

Ethan

Harry, jesli mowiac o blogu lewicowym masz tego bloga na mysli, to oczywiscie jestes, mozna by powiedziec, w radykalnym bledzie ;]. Autor jest przedstawicielem dosc skrajnej prawicy. Jesli mowisz o jakims innym, to ok.

Nie uwazam zeby Tusk jakos szczegolnie sie opierdalal. To ze tworzy sobie swietny wizerunek to nie znaczy ze nic nie robi. Wypad do sklepu jest czyms normalnym, a jesli ktos mialby pracowac od switu do poznego wieczora to popadlby szybko w paranoje. Co do konferencji prasowych, sam regularnie je organizuje.

Natomiast co do pana prezydenta, to zastanawia mnie kto faktycznie zaczal konflikt Gruzja-Rosja, w koncu fakty sa takie ze to raczej Gruzja rozpoczela.

13 sierpnia 2008, 01:29:39

#

lsr

Kiedy Tusk wypowiadał się na temat wydarzeń w Południowej Osetii, to sprawiał wrażenie, jakby zaraz musiał lecieć gacie uprać...

13 sierpnia 2008, 10:17:18

#

panq

Na moje oko wydarzenia w Gruzji to tylko jeden z elementów wojny 4 generacji. Nie nasza sprawa. Zbyt ciency na to jesteśmy. Jak będziemy się tam za bardzo pchać to jeszcze oberwiemy. A jest od kogo oberwać.

13 sierpnia 2008, 14:09:36

#

thot22003

premiera to przeroslo. nie kiwnal palcem, ale mam wrazenie, ze nie spodziewal sie takiej postawy prezydenta. a tym bardziej tego, ze sobie poradzil i odsniosl sukces. dlatego platforma bedzie teraz krytykowac to co zrobil prezydent zeby przyslonic swoj tylek i nie stracic uwielbienia w oczach swoich wyznawcow ;)
premier to jedynie nadaje sie do katowania kotow. bo tutaj sobie poradzil znakomicie. z reszta to juz wczesniej gdzies napisalam ;))

13 sierpnia 2008, 15:38:35

#

Pyetras

Co dokładnie przerosło Tuska? Rzucanie cczych pogróżek pod niewiadomym adresem i wybieganie z szabelką na Moskali? Nie zauważyłem żadnego sukcesu. A fanatyczna obrona prezydenta, który de facto sam sprowokował Rosję, czy to z własnej głupoty, czy z chęci zrobienia kariery politycznej, ukazuje cały nasz naród jako zacofanych rusofobów.

13 sierpnia 2008, 16:41:32

#

Ziel

http://www.caglecartoons.com/images/preview/%7B918bb6cd-b61d-42b4-9ff1-c33aa94c173e%7D.gif

Mój komentarz ;)

13 sierpnia 2008, 16:48:57

#

Piotr Eckhardt

Jako członek młodzieżówki PO nie zajmuję się generalnie fanatyczną obroną prezydenta, przynajmniej nie tego. Kaczyński zaczyna prowadzić odważną politykę wobec Rosji i chwała mu za to.

13 sierpnia 2008, 16:55:07

#

Harry

@Aciddrinker: Fakt, nawet trafiające się Tuskowi proniemieckie odchyły nie przykryją faktu, że głównie stara się on dojść do perfekcji w robieniu wrażenia. Niestety dla niego ta gra robi się coraz bardziej przejrzysta dla ogółu.

@Ethan: Wyraziłem się nieprecyzyjnie chodziło mi ogólnie o społeczność [jogger.pl]. W porównaniu z sytuacją jakiś rok temu widzę znaczącą zmianę. Gruzja rozpoczęła konflikt mniej więcej tak jak Finowie z Rosją w Wojnie Zimowej (1939) albo Czesi z Niemcami (1938) itd. Tak wiele przykładów w historii było, że trudno uwierzyć, że dalej tak gładko przechodzą takie numery, a może przechodzą gładko, bo tak jest dla wszystkich wygodnie… Nieważne, że to zachęta dyktatora do dalszych szaleństw.

@panq: Nieważne jaka generacja wojny następuje… Dla mnie polityka siedzenia cicho jak mysz pod miotłą jest śmierdząca. Poza tym każdego najlepiej schowanego tchórza, najbardziej nasmarowanego wazeliniarza kiedyś znajdą... Prezydent dobrze i godnie realizuje interes Polski

13 sierpnia 2008, 17:37:55

#

panq

@Harry: Ależ nie chodzi o to, by siedziec jak mysz pod miotłą i do tego udzodzić za nawazelinowanego tchórza (To pasowałoby do Tuska)
Ale nie chodzi też o to, by buńczucznie do wszystkich z pięściami startować. (A to do Kaczyńskiego)

Co do konfliktu to sprawa nie jest taka prosta jak się wydaje na pierwszy rzut oka. Ten konflikt można widzieć na wiele sposbów: Putin-Zachód, Putin-Miedwiediew, Rosja-USA, Rosja-Niemcy, Rosja-WE, USA-WE, rura, NATO, Kosowo, Gruzja-Abchazja-Osetia, i kto wie jakie jeszcze czynniki grają tam rolę i kto macza w tym palce.

Zanim się wpakujemy do tego kotła najpierw należy ocenić co NAM się najbardziej opłaca a potem taką politykę konsekwentnie realizować. Nic więcej. Tymczasem w Polsce nie mamy spójnej polityki zagranicznej. Premier wydaje się realizować opcję niemiecko-rosyjską, prezydent amerykańską.
Schizofrenia!

pozdrawiam

13 sierpnia 2008, 18:16:13

#

Harry

@panq: Trudno nie zgodzić się z zarzutem braku spójności w polityce. Patrząc z zewnątrz (z innego kraju) tylko słowem schizofrenia można to skomentować (choć nie tylko Polska ma takie problemy, za to dyktatury są zawsze jednomyślne). Natomiast patrząc od środka (a taki jest mój punkt widzenia) można oceniać politykę premiera i prezydenta oddzielnie. Ja oceniam politykę Kaczyńskiego jako zgodną z interesem Polski, a już na pewno nie jest to „buńczuczne startowanie do wszystkich z pięściami”. W ogóle nie posądzam o emocje, ani Tuska, ani L. Kaczyńskiego. Tyle że Tusk kalkuluje tylko pod sondaże a zdobycie prezydentury go zaślepia od czasu przegranej 2005. Może jakaś głęboka uraza w jego ego pcha go do poświęcenia wszystkiego w imię rewanżu (czyli byłaby jednak emocja, ale głęboko ukryta). Zaś L. Kaczyński kalkuluje tylko dla interesu Polski. Motyw wygrażania pięściami to propaganda podtrzymywana przez kolesiostwo: Wyborcza, WSI24, SLD, Wałęsa itp. Coraz mniej ludzi wierzy tej propagandzie. Jeśli przeanalizujemy spokojnie wystąpienia L. Kaczyńskiego to są one stanowcze, ale wyważone, ani jednego słowa za dużo. Jednym z celów, które osiąga przy okazji (oprócz oczywistej kwestii popierania niesłusznie bitego kraju) jest zmiana języka. Dopiero co Sarkozy powiedział o „słusznym prawie Rosji do obrony”. KGB-owska propaganda przy pomocy rusofilskich przywódców UE miesza ludziom w głowach na całym świecie. A dzięki wspólnym akcjom organizowanym przez L. Kaczyńskiego już następuje zmiana języka na świecie. Coraz bardziej otwarcie mówi się o bandyckiej bezprawnej napaści Rosji i coraz częściej wzywa się ją do opamiętania. Podkreślam: małym, ale ważnym celem jest otwarte nazwanie wydarzeń, bo Zachód nawet z tym ma problem. Przy tym L. Kaczyński nie powiedział za dużo – nastąpiły standardowe deklaracje nie wykraczające poza nasze miejsce i możliwości w świecie. To Rosja – obrażająca się za oświadczenia i uważająca, że ma prawo „karać” kraje tylko za wyrażenie swojego zdania – odsłania karty i pokazuje światu, jakie jest jej rozumienie demokracji, wolnego rynku, wolności słowa (inaczej: w jakim „poważaniu” ma wartości Zachodu).

13 sierpnia 2008, 18:54:33

#

panq

@Harry: Dla mnie istotnie schizofrenia, bo właśnie patrzę z zewnątrz, jak to Pan określił.
Na początek jednak wyjaśnienie: zapewniam, nie jestem poddany propagandzie Wyborczej, WSI24 (dobre,dobre!), SLD czy Wałęsie. Choćby z takich powodów, że (odpowiednio) nie czytam, nie oglądam, nie popieram, nie wierzę. To nie jest towarzystwo, do którego tęsknię czego w najmniejszym stopniu nie żałuję. Frazy o wygrażaniu pięściami użyłem jedynie jako przeciwwagi do frazy o myszy siedzącej pod miotłą. To ten sam język.
Zarówno Paryż jak i Berlin są prorosyjske więc wcale nie zdziwiła mnie wypowiedź Sarkozy’ego. Dokładnie tego należało się spodziewać.
A teraz do rzeczy. Co do motywacji Tuska – pełna zgoda; różnimy się jednak co do oceny Kaczyńskiego (przynajmniej jeśli chodzi o ostatnie wydarzenia). Zgadzam się, należało powiedzieć własne zdanie, ale namawianie władz Litwy, Łotwy, Estonii i Ukrainy na wspólną wizytę w Tbilisi to już więcej niż wyrażenie własnego zdania. O jeden zbyt ryzykowny krok za dużo. No bo powiedzmy sobie szczerze jakież możliwości w świecie ma Litwa, Łotwa, Estonia, Ukraina i Polska nawet razem wzięci. Czy mogą same przeciwstawić się Rosji? Zwłaszcza w kontekście prorosyjskich Niemiec i Francji? A Wielka Brytania? Załóżmy, że milczy dlatego, bo nie chce otwarcie powiedzieć, że też jest prorosyjska. Czy my nie wpychamy się między młot a kowadło?

Co do słuszności ataku Rosji. Pamiętajmy o precedensie Kosowa. Zachód sam własnoręcznie dał Rosji tę broń. To jedynie jeden problem; jak pisałem wcześniej kocioł kaukaski jest niezwykle skomplikowany i wymagałby bliższej, wielowymiarowej analizy (a i tak byłaby niepełna). Kilka aspektów widać, ale nie wszytko.
Uważam, że nadmierna aktywność naszych polityków w tej sprawie może się nam odbić czkawką. Za dużo niewiadomych.
Na koniec jeszcze jedno. Mówi Pan, że dzięki Kaczyńskiemu zmienia się jezyk, Zachód dzięki temu nazywa rzeczy po imieniu. Może i tak. Ale wychodzi na to, że Polska pełni tutaj jakąś szczególną, wiodącą rolę. Czyżby znów polski mesjanizm?

pozdrawiam,
panq

13 sierpnia 2008, 21:17:57

#

marcoos

A co powiecie na to, drodzy joggeroprawicowcy? :)

http://miroslaw-orzechowski.blog.onet.pl/2,ID335493957,index.html

http://www.upr.org.pl/main/artykul.php?strid=1&katid=75&aid=7562

;-)

14 sierpnia 2008, 00:37:51

#

Harry

@panq: Krótko o języku: popisałem dziś sobie trochę na różnych forach i już mi się krzynę spodlił; wpadając na Joggera, zapomniałem, że tutejsza społeczność jest pod tym względem jednak szlachetniejsza.

Na postawione (słuszne!) pytania natury geopolitycznej moim zdaniem nie da się odpowiedzieć ze 100% pewnością. Myślę, że wchodzą tu w grę czynniki: 1) wiedza, która w przypadku prezydenta RP jest znacznie szersza choćby przez szereg rozmów z politykami najwyższego szczebla z różnych krajów i znajomość mechanizmów politycznych od środka (ilość niewiadomych w jego przypadku jest mniejsza niż w naszym); 2) wyczucie (intuicja, iskra boża) – inaczej: jeśli polityk „ma nosa”, to ma też szansę na sukces; 3) czynnik dynamiki i hazardu: tak naprawdę o słuszności danego kroku przekonujemy się post factum – jeśli nie zrobimy nic (lub ograniczymy się do głupkowatego oświadczenia wzywającego wszystkie strony do pokoju), to nie dowiemy się czy podjęcie bardziej zdecydowanych kroków przyniesie efekt pozytywny czy negatywny.

Ciekawe jest pytanie o polski mesjanizm. Oczywiście skłanianie się ku takiej interpretacji byłoby naiwne i niepolityczne. Myślę, że kilka ruchów Polski od czasu odzyskania suwerenności w ’89: udział w koalicji w Iraku, udział Kwacha w Pomarańczowej Rewolucji (jedyny plus Kwacha), zorganizowanie spotkania ’5 prezydentów’ w Tbilisi to ruchy bardzo dobre. Gdyby te ruchy były częścią konsekwentnej i długofalowej polityki, przyniosłyby stopniowe zwiększanie znaczenia Polski w regionie i w świecie, a zwiększanie znaczenia zasadniczo jest celem każdego kraju. Jeśli pozbędziemy się kompleksów, które wpaja się Polakom trochę na siłę, to dojrzymy też, że w regionie od Węgier przez Czechy do Łotwy Polska jest wręcz naturalnym liderem. Niestety są w tej polityce niekonsekwencje. Szpile wbijane przez ekipę Tuska z jakąś dziecinną złośliwością, a obliczone na poklask licznej acz stosunkowo prymitywnej publiki – typu „udostępnienie” samolotu prezydentowi z wielką łaską, passus o „pilnowaniu prezydenta” przez ministra – są tu naturalnie przeszkodą, wodą na młyn dla przeciwników wzmacniania roli Polski, którzy zawsze będą nas ustawiać jak Miterand („Polska straciła okazję do siedzenia cicho”). W działaniach takich jak organizacja spotkania ’5 prezydentów’ widzę więc nie tyle mesjanizm, co element konsekwentnej od lat polityki (zapoczątkowanej o dziwo przez SLD, choć oczywiście pamiętam też choćby o haniebnym ‘Kontrakcie stulecia’). IMHO to byłby dobry kierunek dla Polski. Putin oczywiście straszy, ale kto raz ulegnie szantażowi, będzie szantażowany do końca. Tymczasem Rosja praktycznie może nas kąsać w ograniczonym zakresie, z którym powinniśmy sobie poradzić. Większe ryzyko ponosi tu Ukraina czy Łotwa jako sąsiedzi i kraje, w których rezyduje duża mniejszość rosyjska będąca w istocie potencjalnym koniem trojańskim.

@marcoos: Rozumiem, że te dane mają wywołać moje zakłopotanie jako zwolennika polityki L. Kaczyńskiego. Odp. jest prosta i chyba tak naprawdę jasna również dla autora tego pytania. Zarówno lewica jak i prawica, to właściwie dość szerokie spektrum przekonań. Na szczęście nie są to ideologie, które wymagają pełnej jednomyślności i bezkrytycznych wyznawców. Generalnie przedstawiam swoje poglądy jako swoje, starając się unikać etykietek. Tak się składa, że zwykle zgadzam się z prezydentem i popieram go. Jakieś odłamy umownie zaliczane do prawicy (nawiasem mówiąc całkowicie zmarginalizowane) mają inne zdanie. Nie widzę w tym nic kłopotliwego dla moich poglądów.

14 sierpnia 2008, 02:44:34

#

panq

@Harry: Język: Cieszę się, że zwraca Pan uwagę. Komentarze na blogach wielu polityków to zwykłe bagno.

Czynniki w geopolityka: 1-racja, i tak być powinno. 2-tak, lecz uważam, że zastosowanie tego czynnika w polityce międzynarodowej jest marginalne; w polityce wewnetrznej – jak najbardziej. 3-myślę, że to bardzo ważny czynnik.Nie wiem czy dobrze zrozumiałem: zdecydowane kroki by dowiedzieć się czy przyniosą skutek pozytywny czy negatywny? Jeśli tak, to znów się nie zgadzamy. Można wpaść w spore kłopoty bo wystarczy nawet jeden ale zdecydowany krok, który okaże się dać skutek negatywny. Domyślam się jednak, że miał Pan na myśli taki scenariusz: prezydent wie więcej niż my + „ma nosa” = zdecydowana akcja z szansą na sukces. Pozostaje mi mieć nadzieję, że szansa ta jest wystarczająco duża (i nie tylko „na nosa”) skoro ryzyko (mam nikłą nadzieję że skalkulowane) zostało podjęte. Z drugiej strony sukces może zachęcać do dalszych tego typu akcji i kiedyś naprawdę solidnie dostaniemy po nosie. Dlaczego? Bo można wygłaszać różne deklaracje, zwoływać zjazdy itp i stać się przez to widzialnym w świecie. Ale to nie oznacza zwiększenia znaczenia na świecie.Po to, by USA, Rosja czy Chiny brały nas na poważnie potrzeba konkretnych arguementów którymi są siła ekonomiczna i siła militarna. Ani jedno ani drugie nie jest w najlepszej kondycji. Nie możemy być dla nich równorzędnym parterem. Dlatego uważam, że celem naszej polityki zagranicznej nie jest wchodzenie między wielkich (lokalnie racja, możemy grać, ale myślę teraz o konflikcie w Gruzji) i udawanie jednego z nich. A to właśnie zdaje się czynić obecnie Kaczyński. To oczywiście nie oznacza, że mamy siedzieć cicho (zwłaszcza jeśli miałaby dziać się nam krzywda) ale mierzmy siły na zamiary, patrzmy jakie mamy realne możliwości, bo dobrze jest gdy słowa mają pokrycie w czynach.
Pozdrawiam,
panq

14 sierpnia 2008, 11:57:48

#

Harry

@panq: Widzę, że stopniowo nasze stanowiska się zbliżają. Oczywiście zdecydowana akcja nie jest podejmowana po to, by dowiedzieć się, jaki przyniesie skutek, nie chodzi tu o jakieś zakłady, tylko po to, aby odnieść sukces. Zauważmy, że sytuacja w Gruzji zmienia się z dnia na dzień i czekanie z zajęciem stanowiska tygodniami byłoby równoznaczne z całkowitym odsunięciem się od centrum zdarzeń – moglibyśmy powiedzieć wtedy coś w rodzaju: „Gratulujemy Gruzji dzielnej postawy i pokazania światu, że dzięki determinacji i pomocy przyjaciół można oprzeć się presji silniejszego.” albo „Zabranie Gruzji połowy terytorium i osadzenia w Tbilisi marionetkowego rządu było moralnie nie do przyjęcia. Apelujemy do Rosji o zezwolenie na demokratyczne wybory w Gruzji z udziałem międzynarodowych obserwatorów.”

Nie chciałbym, żeby z moje wypowiedzi zostały tak odebrane, jakbym chciał dla Polski równorzędnego miejsca w świecie z USA, Rosją czy Chinami. Chodzi tu raczej o spostrzeżenie, że są kraje, których „współczynnik wpływu” jest mniejszy w porównaniu z realnym znaczeniem ekonomicznym, militarnym, np. Włochy. Moim zdaniem nie warto świadomie wybierać roli kraju marginalnego, przy naszym położeniu geograficznym przed historią i tak nie uciekniemy. Oczywiście działania na arenie międzynarodowej muszą być skorelowane z bezwzględną determinacją do zwiększania siły ekonomicznej i militarnej kraju (mam tu na myśli determinację wszystkich obywateli, sukces osobisty może być powiązany z sukcesem Polski). Jednakże konflikt w Gruzji nie zdarza się co dziennie i stanowisko w nim można zająć tylko raz. Dlatego w mojej opinii L. Kaczyński nie udaje, że Polska jest wielkim mocarstwem. Przeciwnie – zdecydowane stanowisko zajmuje w otoczeniu aż 4 (!) innych przywódców oraz mówi przede wszystkim o wartościach do czego ma prawo. Zwłaszcza, że niby potężna i jakże humanitarna Europa ma te wartości najwyraźniej głęboko w d… (najmocniej przepraszam).

14 sierpnia 2008, 13:42:26

#

panq

@Harry: Tak, nasze stanowiska są bliskie, lecz nie tożsame, co jest zaletą, bo można podyskutować.
Rzeczywiście sytuacja w Gruzji zmienia się bardzo szybko, lecz nie oznacza to, że zajmowanie stanowiska w pośpiechu jest dobre. Popatrzmy na Wielką Brytanię – domyślamy się, że to sojusznik USA, ale – cisza. Co to oznacza? Nie wiadomo. Oficjalnie nic. A nieoficjalnie – można spekulować. A Białoruś? Tutaj wiadomo, że to sojusznik Rosji, ale – cisza. A coż to dopiero oznacza? Bardzo ciekawe.
Te przykłady pokazują, że można stanąć z boku bez zajmowania stanowiska, nawet jeśli okazja nie zdarza się co dzień. Niezajęcie stanowiska nie oznacza, że wybiera się rolę kraju marginalnego (a też nie trzeba i nie należy we wszystkim uczestniczyć) – o tym decyduje ekonomia i siła militarna. Czy niezajęcie stanowiska jest słuszne czy nie, zależy od tego jaki system wartości do tego przyłożymy.
Do polityki nie stosują się takie wartości jak Dobro, Zło, uczucia, powinność moralna. Politycy używają tych pojęć do grania na naszych sumieniach po to tylko by osiągnąć konkretny cel. Może brzmi to cynicznie, ale życie pokazuje, że tak jest. A więc Kaczyński przekonał innych, polecieli, mówili o wartościach. Dobrze, wróćmy za ziemię: pojawia się mnóstwo pytań. Co przez to korzystnego dla Polski osiągnął? Jak wizyta została odebrane przez wielkich? Czy będą jakieś następstwa; jakie? Trudno odpowiedzieć na te pytania – pożyjemy, zobaczymy. Akurat ta gra prowadzona w Gruzji nie jest dla nas. Tam nie chodzi tylko o to, że silna Rosja zaatakowała słabą Gruzję. Możemy zostać uwikłani w coś co może przerosnąć naszych polityków. To rozgrywka wielopoziomowa, a nasze 3 grosze (może i moralnie słuszne, ale politycznie nietrafne) są tam niepotrzebne.
pozdrawiam
panq

14 sierpnia 2008, 15:15:18

#

Harry

@panq: Zarzut do „zajmowania stanowiska w pośpiechu” można porównać do zarzucania pośpiechu karetce pogotowia jadącej do wypadku. Należy zauważyć, że początkowe deklaracje ze strony UE były kompletnie beztreściowe i mówiły o rozmaitych zamierzeniach obliczonych przynajmniej na tygodnie (spotkania, narady, rozmowy, obserwatorzy, raporty – wiemy, że w tym UE jest dobra). Właśnie brak pośpiechu był tu polityką całkowitego oddania inicjatywy Putinowi i w realnej polityce oznacza powiedzenie Putinowi „ok, róbcie co chcecie w Gruzji”. Putin oczywiście też nie jest jakąś nierozumną bestią, której nie wolno drażnić – a taki właśnie ton zręcznie próbuje się narzucić debacie na temat tego konfliktu. On po prostu realizuje swoje cele i sonduje, na ile bezradna i milcząca będzie opinia światowa (uruchomił też wszystkie wpływy, agentów, aby opinia światowa faktycznie taka była). Ta bezradność (a nie Kosowo, czy rzekome zbrodnie Gruzinów) byłaby rzeczywistą legitymacją (a wręcz zachętą) dla Rosji do dalszych kroków, czyli destabilizacji od wewnątrz i rozbijania lub faktycznego uzależniania kolejnych krajów, które Rosja uważa za swoją strefę wpływów. Jest to przemyślana polityka Rosji, której celem jest odbudowa mocarstwowej pozycji, która na razie jest pod wieloma względami deklaratywna i krucha (stopa życiowa Rosji jest niewyobrażalnie odległa od USA, a gospodarka nie rokuje dorównania chińskiej w żadnym realnym czasie i jest zależna od cen surowców oraz sprawności w niszczeniu konkurencji Gazpromu przez KGB, katastrofy demograficznej nie powstrzyma nawet imigracja, bo kto by chciał zamieszkać w Rosji). Polska właściwie musi skromnymi środkami kierować uwagę świata na to, co naprawdę dzieje się w Gruzji, gdyż dziś (zresztą jak zawsze w historii) Rosja mająca realny status mocarstwa jest dla Polski krytycznym zagrożeniem jej bytu jako suwerennego kraju. Z drugiej strony obawiam się, że polscy manipulatorzy (np. ci, których wymieniłem wcześniej) celowo ustawiają polską opinię publiczną na pozycji strachu przed reakcją Rosji (mam wrażenie jakby ten strach przewijał się gdzieś w podtekście Pana pytań o następstwa działań prezydenta RP). Genetyczny strach przed każdym krokiem mogącym zaszkodzić Rosji jest dla niej na przyszłość o wiele lepszy niż konieczność jakiegoś faktycznego „karania”, które zawsze musi rujnować status Rosji jako odpowiedzialnego kraju w międzynarodowym towarzystwie. Ten strach niewolnika przed niedawnym panem jest w Polakach wstrząsający (nawet, gdy wiadomo, że jest podsycany przez rosyjskich agentów wpływu). Nawet Ukraina (bliskość Rosji, brak członkostwa w NATO) zdobyła się na znacznie poważniejszy krok niż sama wizyta w Gruzji, a mianowicie zakwestionowanie rosyjskich praw do bazy na Krymie. Ten krok Ukrainy był dość bolesny dla Rosji, której zależy na respekcie, prestiżu bestii, której wszyscy się boją. Właśnie taki cel miała przecież skandaliczna wypowiedź Miedwiediewa w obecności Sarkozy’ego , iż „Rosjan trudno zatrzymać, gdy raz poczują krew”.

Na koniec odniosę się do dzisiejszego braku reakcji ze strony tzw. wielkich. Jako żywo ta sytuacja przypomina radosną zgodę Europy na harce hitlerowskich Niemiec w latach 1938-40. Wszystko w imię nie drażnienia bestii i utrzymania jakże kruchego pokoju i bezpieczeństwa swoich obywateli, „niech inni wykłócają się z Hitlerem o jakieś głupie Czechy, Austrię czy Polskę” myślał może Chamberlain paktując z nim… Do czego to doprowadziło, wszyscy wiemy.

14 sierpnia 2008, 18:37:49

#

panq

@Harry: Przepraszam, że dlugo bez odpiedzi – życie szare… piszę w pośpiechu.
Zgadzam się, że zachodnie kraje WE nie rozumieją Rosji, zgadzam się, że Putin sonduje na ile Rosja może sobie pozwolić, zgadzam się, że Rosja ma zepędy imperialne, zgadzam się, że służy temu niezwykle przemyślna polityka Rosji i jej służby specjalne (czego przykładem jest to co dzieje się w Gruzji) i zgadzam się, że to wszystko nie leży w naszym interesie. Trzeba reagować. Pytanie czy tak, jak zrobił to prezydent. Rosja z łatwością odwróci kota ogonem i może nawet podsycać takie zachowania. Oto ogłosi na Zachód, że Polska zachowuje się irracjonalnie, że jesteśmy genetycznymi rusofobami, że destabilizujemy Europę, że nie jesteśmy dobrym buforem kontaktowym WE z Rosją, i kto wie co jeszcze. Mogą też (kto wie?) ukarać nas po cichu, pod jakimśtam pretekstem, gospodarczo (surowce,nasz eksport).

Ja rozumiem Pana racje. Oczywiście można i tak: skoro i tak mamy konflikt z Rosją to co nam szkodzi nieco go zaostrzyć a zwrócić uwagę na zachowanie Rosji i zyskać poparcie Zachodu. Tylko czy ten Zachód chce dać to poparcie skoro i tak jest prorosyjski? Rojsa już ma partnera (doskonale sprawdził się ws Gruzji) w WE i to silniejszego niż my – Niemcy – więc nami się nie będzie przejmować – podobnie jak same Niemcy o czym świadczy rura pod Bałtykiem. Tak, to dla nas trudna sytuacja.
Ja jedynie nie rozumiem dlaczego to akurat Polska ma hałaśliwe przewodzić antyrosyjskiej polityce. Czy nie ma innej drogi? Jednocześnie zgadzam się, że kraje nadbałtyckie ryzykują więcej niż my i same pewnie nie wyszłyby z taką inicjatywą. Podobnie Ukraina. No ale gdzie w takim razie gdzie ci , co ryzykują mniej: Słowacja, Rumunia, Węgry a zwłaszcza gdzie Czechy?
Nie sądzę że to powtórka z 1938-40. Rosja jeszcze nie harcuje. W tym konflikcie ma za sobę racje prawne bo pamiętajmy, że to jednak Gruzja zerwała rozejm i to Gruzja zaatakowała pierwsza. Kto (i dlaczego) najlepiej był przygotowany, umiał wykorzystać sytuaję i dobrze na tym wyszedł to już inna sprawa.

Tymczasem Ławrow zawiesił wrześniową wizytę. Dziennik.pl (nie wiem czy wierzyć) donosi, że to dlatego, iż Rosja zrywa współpracę z jakimikolwiek polskimi instytucjami…

pozdrawiam
panq

15 sierpnia 2008, 11:38:21

#

Harry

@panq: Problem w tym, że Rosja w ogóle nie potrzebuje Polski jako pośrednika w kontaktach z Zachodem jak i w przeciwnym kierunku. Istotne są jedynie tranzyty ropy/gazu przez Polskę, a w tej kwestii Niemcy z Rosją postanowiły razem Polskę wyrolować już wiele lat temu, gdy nie tylko nie było eskalacji konfliktu w Gruzji, ale w Polsce były całkiem prorosyjskie władze (żeby nie powiedzieć wg dzisiejszej nomenklatury – rusofilskie), a niejedna kluczowa sprawa w stosunkach Polska-Rosja rozstrzygała się w wiedeńskich hotelach. Myślę, że tu jest istotna różnica w naszych stanowiskach: odrzucam analizę stosunków polsko-rosyjskich w kontekście kar, które Rosja może wobec nas stosować. Ten szantaż nigdy się nie skończy, aż do uczynienia z Polski rosyjskiego satelity, gdyż tylko taki stan rzeczy jest dla Rosji akceptowalny. Poza tym jest druga strona (jak w przypadku każdego szantażysty) – gdy metoda szantażu jest skuteczna, będzie stosowana zawsze, jeśli nie – poszukają innych metod. W długofalowej perspektywie nieuleganie szantażowi może przynieść korzyści i oczyścić wzajemne relacje. Warto też przypomnieć, że to raczej przyjaźń polsko-rosyjska (dawniej: polsko-radziecka) jest czymś, co dla każdego Polaka brzmi bardzo złowróżbnie.

Kolejne stulecia – XIX, XX, XXI przynoszą zauważalną ewolucję stosunków międzynarodowych oraz zmiany w sposobach rozwiązywania sporów międzynarodowych. Wydaje się, że idzie to w kierunku bardziej cywilizowanym. Rosja próbuje ten trend odwrócić, wracając do XX w. – czyli bezwzględna agresja, terroryzowanie cywilów przy zmasowanej osłonie propagandowej („siły pokojowe”, „obrona ludności”). W XIX w. stosowano metody siłowe mniej dbając o kwestie propagandowe, dlatego Rosję Putinowską można zaliczyć już do XX w. Polska właściwie zawsze w swojej historii, a szczególnie w ostatnich 3 stuleciach była krajem walczącym tylko w swojej obronie. Podobnie jak dziś Gruzja – wiele razy ulegaliśmy miażdżącej przewadze agresorów, ale nigdy nie poddawaliśmy się. Przyznajmy sprawiedliwie, że były też wielkie sukcesy, o czym przypomina choćby dzisiejsza rocznica zwycięstwa nad bolszewicką Rosją. Sytuacja geopolityczna jest nadal dla nas niekorzystna, dlatego w naszym polskim interesie jest robić wszystko, by stosunki międzynarodowe pozostały w cywilizowanym XXI w., a nie cofały się do XX w. i temu służy zmuszanie świata do nazwania sytuacji w Gruzji po imieniu. Wiek XX już boleśnie przerobiliśmy – bezwzględni sąsiedzi zgotowali nam piekło. Byli barbarzyńcami, choć uważali się za lepszych, ci z zachodu za bardziej cywilizowanych a nawet za wyższą rasę, a ci ze wschodu za przedstawicieli świetlanego postępu i wyższego stopnia rozwoju społecznego. W ostatecznym rachunku świat siłowych rozwiązań dziś zapewne znowu wszystkim przyniósłby wielkie straty, nawet tej niby najmędrszej Europie z jej „real politik”. Może jedynie USA jak zwykle na wojnach zrobiłoby świetny biznes. Wydaje mi się, że wizja L. Kaczyńskiego jest bardzo dalekosiężna i realizuje czysty polski interes maksymalnie dobrze w istniejących warunkach, nie ma to nic wspólnego z emocjami, co mu się zarzuca (posądzenie o emocje to świetny „naukowy” argument z punktu widzenia tzw. wykształciuchów). Ja – nie będąc politykiem – pozwolę sobie w tym miejscu na wyrażenie swoich odczuć. Nie chcę pisać, że jestem dumny z prezydenta (choć temu nie przeczę), bo nie są to potrzebne tu słowa – niech każdy zatrzyma swoje zdanie, także liczni zajadli przeciwnicy „Kaczorów”. Chcę za to napisać, że jestem dumny z Polski – z tego, że interesy naszego kraju są w naturalny sposób zbieżne z interesami krajów nowoczesnych, demokratycznych, walczących o swoją wolność jak Gruzja, a nie z interesami barbarzyńskich dyktatur, które wściekle niszczą i gnębią inne narody jak Rosja w Czeczenii czy Gruzji.

15 sierpnia 2008, 23:26:18

#

Harry

Na razie nie wypowiada się mój szanowny dyskutant panq, więc postanowiłem wykorzystać ten zakątek Sieci do podzielenia się jeszcze jednym spostrzeżeniem. Zjawisko, które tu przedstawię, mogę wytłumaczyć tylko skutecznym definiowaniem debaty i wpływaniem na świadomość społeczną przez kręgi prorosyjskie, bo trudno znaleźć inne wytłumaczenie. Ad rem.

Osoby, które zalecają wstrzemięźliwość w wyrażaniu poparcia dla Gruzji przedstawiają szereg argumentów, wśród których często przewija się casus Kosowa. Nie tak dawno Kosowo ogłosiło niepodległość, a Serbia została przez społeczność międzynarodową do zaakceptowania tego bolesnego dla niej faktu. Kraj uważający się za prawomocnego spadkobiercę Jugosławii i praw do bałkańskich narodów od Słowenii przez Chorwację, Serbię właściwą do Macedonii po raz kolejny został okrojony. Co ciekawe nawet obszarowo analogia Serbia-Kosowo i Gruzja-Południowa Osetia jest dość dobra. Casus Kosowa oraz wspomniana analogia mogłaby być na pewno przedmiotem ciekawej dyskusji, w której miałbym wiele argumentów za Gruzją, ale o tym może innym razem. Załóżmy chwilowo, że obiektywnie biorąc analogia jest poprawna. Serbia jest krajem wspieranym przez Rosję, którego ewentualna potęga stanowiłaby wysunięte ramię Rosji w Europie oraz coś w rodzaju konia trojańskiego Rosji. Przy pomocy Serbii Rosja mogłaby jeszcze skuteczniej umacniać m.in. swoje interesy energetyczne i ekonomiczne w Europie, co i tak ma miejsce (np. jedno z bałkańskich państw, bodajże Czarnogóra, jest praktycznie wykupione przez rosyjskie firmy). Przy imperialnych ambicjach Rosji silna Serbia jest dla Polski niekorzystna, a osłabianie Serbii jest w naszym interesie. Gruzja wręcz przeciwnie. Jest oczywiste, że Rosja chce skolonizować Europę przy pomocy szantażu energetycznego i wyraźnie widać, że w tym zakresie istnieje coś w rodzaju paktu niemiecko-rosyjskiego (dla Polski to już sytuacja alarmowa). Niepodległa, silna, demokratyczna Gruzja powiązana sojuszami z USA i zachodnim systemem osłabia Rosję i jest jak najbardziej w naszym interesie. Dla Rosji możliwość alternatywnego tranzytu surowców przez Gruzję, czyli konkurencja jest krytycznie niekorzystna. Przecież wciąż w Europie podnosi się argument: nie drażnić Rosji, bo… surowce energetyczne.

Wiecie już do czego zmierzam? Drugim częstym argumentem przeciwko Gruzji jest konieczność hamowania emocji i myślenia w kategoriach naszych interesów narodowych (stąd oskarżenia SLD czy tam PO w kierunku prezydenta o kierowanie się emocjami czy tzw. „wymachiwanie szabelką”). Jak to jest, że te same (sic!) osoby, które zalecają wstrzemięźliwość w popieraniu Gruzji, argumentując to tym, że polityka z definicji jest cyniczna, bezemocjonalna, te same osoby szukają takich analogii: skoro poparliśmy Kosowo, to powinniśmy poprzeć Południową Osetię. Zaraz, to w końcu kierujemy się moralnością i obiektywnym, sprawiedliwym osądem poszczególnych narodów czy też wyłącznie grą interesów?

A może jest tak, że teza (iż Rosja ma wilcze prawo do Gruzji) jest z góry założona i trzeba ją nie tylko udowodnić, ale przedstawić wygodne argumenty na każdą ewentualność. Gdy rozmawiamy z moralistą to powołujemy się na casus Kosowa i żądamy, aby nie stosował podwójnych standardów, bo to niemoralne. Gdy natomiast rozmawiamy z pragmatykiem, to powołujemy się na konieczność poświęcenia Gruzji w imię wyższości interesów Polski czy też całej UE nad małym (przypuszczalnie awanturniczym) krajem.

16 sierpnia 2008, 18:05:48

#

panq

@Harry: Witam Pana. Był weekend na łonie natury, bez internetu. Postaram się odpowiedzieć dziś wieczorem.
pozdrawiam,
panq

18 sierpnia 2008, 01:14:14

#

panq

@Harry: Odpowiadam. Na moje oko wychodzi na to, że mamy być w niemieckiej strefie wpływów, nie rosyjskiej. Dlatego nie będzie żadnych kar od Rosji. No, chyba że za przyzwoleniem niemieckim co jest całkiem możliwe, bo w ich interesie jest by Polska była słaba.

XIX,XX,XXI wiek. Ma pan rację. Konflikty stały się bardziej cywilizowane. Dlatego też dziś prowadzi się wojny czwartej (4GW), a nie trzeciej generacji, co nie oznacza, że nie ma konfliktów siłowych. Są, ale dziś główny ciężar konfliktów przeniesiony jest w sfery informacji/ideologii/polityki/ekonomii/kultury. Rosja nie próbuje tego trendu odwrócić. W tych nowych wojnach Rosja dobrze sobie radzi.

Wygląda na to,że ws. wystąpienia prezydenta w Tbilisi nie dojdziemy do porozumienia. Ja nie krytykuję całej polityki Kaczyńskiego. Myślę, że ma wizję, jest ona dalekosiężna i jest to próba maksymalizacji zysków. Czyli ogólnie OK.
pozdrawiam
panq

18 sierpnia 2008, 21:58:30

#

Harry

@panq: Poczytam o 4GW na angielskiej Wikipedii, może zna Pan inne ciekawe źródła? Temat fascynujący, na ile to tylko nowy chwytliwy termin, na ile autentyczne zjawisko – będzie o czym myśleć. Temat na pewno zbyt finezyjny jak na zwykłą dyskusję o wystąpieniu prezydenta w Tbilisi. Jedyne co mnie martwi to pewien fatalizm u Pana. Przecież manipulacje tracą swoją siłę, gdy zna się ich metody. Trzeba więc jak najwięcej o tym mówić. No i trzymać ze swoimi. Czasem żal patrzeć jak inteligentni ludzie ulegają manipulacjom na różnych poziomach – gdy wydaje się, że odkryje się jedną manipulację – idzie się tropem tej bardziej zakamuflowanej (na wyższym poziomie), sam na tym często się łapię. Dlatego czasem, gdy brak czasu, wolę po prostu poprzeć swoich – stronnictwo które popieram, mój kraj, czy wreszcie USA, które w mojej opinii przewodzi mojej (zachodniej) cywilizacji. Wiadomo, że trzeba też walczyć z błędami we własnych szeregach (np. kapitalizm korporacyjny i wiele innych zarzutów dla naszej cywilizacji), ale czasem te sprawy schodzą na dalszy plan. Dał mi Pan do myślenia…

18 sierpnia 2008, 22:37:38

#

Przemex

> A co powiecie na to, drodzy joggeroprawicowcy? :)

Dziwne wpisy, trzeba przyznać. Zwłaszcza UPR-u, zdradą pachnie. Ale UPR to libertarianie bardziej niż prawica więc patriotyzm to nie ich działka.

Do rusofilów, tu macie obrazek jak się kończy uległość wobec Rosji:
http://www.imagic.pl/public/pview/171849/pics_bear-raped-him.jpg

19 sierpnia 2008, 06:26:29

Dodaj komentarz

Textile Lite włączony ( szczegółowy opis znaczników ):