Wybitny publicysta nie żyje. To ogromna strata dla polskiego dziennikarstwa. Ten Wielki Człowiek zawsze myślał mądrze, podawał czytelnikowi celne spostrzeżenia. Pisał dla tytułów różnej maści: od "Faktu", przez "Gazetę Polską", po "Wprost". Przeglądając w Empiku lub sporadycznie kupując powyższą prasę jego felieton był dla mnie jedną z najciekawszych składników... Smutek i żal.
Platformie Obywatelskiej mimo afer, skandali i korupcyjnych zarzutów poparcie rośnie. Wg sondaży podanych przez michnikowców partia może liczyć na ok. 50 proc. głosów. Naprawdę nie wiem kto popiera tę swoistą parodię ugrupowania politycznego, ale co się będę przejmować - jak nie może być lepiej, to chociaż niech będzie śmiesznie. Wprawdzie trudno mi uwierzyć, że w naszym kraju jest aż tylu naiwnych/zaślepionych/głupich, bo chyba nikt o zdrowych zmysłach nie wierzy z liberalizm Tuska, ale liczy się dobra zabawa, a czytając o PO bawię się przednio.
Po takim jednym Zbysiu albo innym Mirku śladu już nie ma. Nasi jednoręcy kanciarze pewnie niebawem wrócą, tymczasem Grzesiu ze swoim kolegą "wolnościowcem" prezydentem Tuskiem [no trochę na wyrost ten tytuł - przegrany nie zostaje głową państwa, ale widać, że przecież żyje dla prezydentury, więc zróbmy mu tę przyjemność] postanowili wybrać kandydatów na funkcję v-ce przewodniczącego klubu. Zabrakło w stawce żółtowłosego - Zbyś musi się uzbroić w cierpliwość na jakiś, hmm... rok, nie zabrakło z kolei Januszka Palikota, krystalicznego Waldego, czy skrajnie inteligentnego Nowaka [to taka inteligencka ekstrema. Gdy oglądam jego wystąpienia jakiś taki kompleks niższości mnie dotyka]. Pierwsza nominacja spodobała mi się najbardziej. Były sprzedawca wódy Żołądkowej, prezenter mięsistych członków, wielbiciel plastikowej broni, zrównoważony polityk w jednym to idealny kandydat dla szefowania tym nie do końca normalnym klubem!
Zdanie na ten temat wypowiedział Jarosław Gowin [ponoć konserwatysta, a przynajmniej tak siebie tytułuje], który co prawda nie ma ochoty współpracować z chamkiem Palikotem, ale daje kredyt zaufania dla Tuska. Zasłużył na niego? Oczywiście! Rząd jest wspaniały. Na koniec w imieniu wyborców PO chciałbym podziękować obecnie sprawującym władzę za podatek liniowy, okręgi jednomandatowe, zniesienie podatku Belki, prywatyzację polskich przedsiębiorstw, prywatyzację szkolnictwa et cetera, o których to tak pięknie mówiliście w różnych okresach działalności waszej partii.
Wczoraj mignął mi przed oczyma status w jednym z komunikatorów o treści "Nobel dla Obamy". Powróciwszy dość późno do domu, nie przeglądając wcześniej żadnych wiadomości myślałem, że jest to po prostu jakiś żart, ewentualnie cytat z jakiegoś "śmiesznego" wystąpienia. Dzisiaj widząc się z jednym z kolegów zostałem poinformowany o tym, że fakt ten rzeczywiście miał miejsce. Jakże interesująca musiała być moja mina, oczywiście poprzedzona nieco wulgarnym pytaniem podważającym prawdomówność... Wydawało mi się bowiem, że po Noblu dla Gore'a parę lat temu już naprawdę nic mnie nie zaskoczy. Pomyliłem się.
Takim sposobem do kieszeni Czarnego Lenina trafiło 10 milionów koron szwedzkich [tj. 1.5 miliona dolarów]. Oczywiście Obama odda pieniądze na jakieś cele charytatywne [absolutnie nie zamierzam wnikać, czy z politycznej konieczności, czy też z dobrego serca]. Dla mnie liczy się sam fakt wyróżnienia urodzonego w Honolulu [tym położonym w Kenii...] prezydenta Stanów Zjednoczonych Ameryki. Za co ta nagroda[?], głowi się chyba sam Komitet, a Alfred Nobel kopie w trumnę i przewraca się w grobie. Dokonania tego wroga resztek kapitalizmu w USA są zerowe. Poza wpakowaniem kupy pieniędzy na martwe przedsiębiorstwa nie wsławił się niczym, a dodatkowo do Afganistanu ruszyć mają kolejne wojska... Wniosek: Pokojowa Nagroda Nobla Anno Domini 2009 została wręczona za to, że Amerykanie wybrali na prezydenta Mulata, a nie kolejnego "białasa"... Gratuluję laureatowi, gratuluję Stortingowi, gratuluję demokracji amerykańskiej. A za rok nagrodźcie Kim Dzong-Ila [o ile żyje], wszak "North Korea is the best Korea!".
Parę lat temu za rządów Leszka Millera widzieliśmy ogromnie zaaferowane środki masowe przekazu. Media zaaferowane były sprawą dotyczącą Lwa Rywina i jego korupcyjnych układach z Adasiem Michnikiem. W to wszystko zamieszani mieli być politycy postkomunistyczni i w jakimś stopniu pewnie byli, choć to wszystko okazało się mocno przereklamowaną sprawą. Ówczesne władze [wyłączając puszystego przedstawiciela wszystkich Polaków z naciskiem na 'wszystkich'], patrząc obiektywnie, były niezbyt lubiane przez prasę i telewizję [z wyłączeniem organu Kwiatkowskiego], mimo swojej nieudolności dostawały niekiedy po pysku, co nie jest zbyt oczywiste, patrząc na poglądy tamtych osób.
Afera hazardowa z udziałem czołowych polityków Platformy [a nie tam jakiejś Sawickiej, czy nawet Dzikowskiego - vide sprawa sucholeska] wydaje się być nieporównywalnie większa. Gdyby wszystko to zdarzyło się za rządów PiS-u mielibyśmy chyba przewrót - zaczęłyby się zamieszki, a lewacy wytypowaliby swojego cierpiętnika, który zabiłby prezydenta - świadomie nie porównuje do Niewiadomskiego, z różnych względów, którymi Was nie będę zanudzać. Tymczasem centro-prawicowa "Rzeczpospolita" pokazała taśmy i przedstawiła sprawę, a reszta merdiów zazwyczaj odwraca kota ogonem skupiając się na Mariuszu Kamińskim. Oczywiście nie trudno zgadnąć kto jest w tym wszystkim najbezczelniejszy. Szechter, Blumsztajn i kilku innych Polaków, do Chanuki jeszcze dużo czasu[!], na łamach swojego organu zaczyna bredzić w swoim stylu o przekręcikach ze strony CBA. No, oczyyywiście, a Zbysiu i Rysiu to Kamiński i Kaczyński, Grzesiu z kolei nie istnieje. Oczywiście urząd też z pewnością bez winy nie jest, ale co jest w tym przypadku sprawą priorytetową chyba każdy widzi.
Głowy poleciały, Miro w polityce już nie istnieje, Żółtowłosy zapewne nerwowo wymacuje grzebień, a Schetyna się śmieje, bo przecież i tak zostanie premierem.
Działacz Bundu, KOR-u, a ostatnio UD/UW/PD nie żyje. Chyba będę jak redaktorzy "Wybiórczej" i kupię sobie koszulkę z nadrukiem głoszącym, że po nim nie płakałem. Jak zapoznawałem się z jego ostatnimi wypowiedziami to wtedy było mi bliżej płaczu, niż teraz. Rzeczy, które wygadywał chociażby o Kościele Katolickim sprawiają, że właściwie to nawet mi go nie żal.