Społeczeństwo, a przede wszystkim tabloidy narzekają na bogate życie polityków w Polsce. Prezydent ma przecież śliczny Belweder, członkowie rządu spore pensje. Nasz kraj jest jednak na szczęście nie jest jeszcze w ruinie, czego nie można powiedzieć o maleńkiej enklawie - Suazi. Wiele strasznych przeciwności zmaga kraj sąsiadujący z RPA. Chodzi tutaj przede wszystkim o olbrzymie, blisko 40-procentowe bezrobocie oraz AIDS, na które cierpi prawie połowa mieszkańców. Większość obywateli żyje w głodzie i skrajnym ubóstwie. Wydawałoby się, że władca powinien pomagać w odzyskaniu ładu, które przynajmniej w niewielkim stopniu występował w kolonizowanej Afryce. Tak się jednak nie dzieje, bo jeden z nielicznych już żyjących monarchów absolutnych - Mswati III kocha przepych. Władzę przejął 12 lat temu. Gdy zmarł jego ojciec - Sobhuza II, który w chwili śmierci miał ponad 70 żon, przez cztery lata rządziły regenci, którzy oddali tron bohaterowi dzisiejszej notki.
Rodzina Mswatiego jest naprawdę ogromna. Nie wiadomo, czy zna wszystkich swoich braci, a już na pewno nie utrzymuje kontaktu z większością z nich, bowiem ma ich 200. Jak widać ojciec wykorzystywał swoje możliwości prokreacyjne do granic. Tutaj spełnia się powiedzenie "jaki ojciec, taki syn". Mswati III również chce mieć ogromną rodzinę, co pozwolę sobie ująć za chwilę liczbowo.
Ale odstąpmy na razie od sytuacji rodzinnej i zobaczmy materialną. Król Suazi panuje w kraju niezwykle biednym, sam jednak stara sobie chyba wbić do głowy, że tak nie jest. Buduje piękne, złocone pałace, kupuje drogie limuzyny... Ciekawostką jest, że ultimatum postawił Międzynarodowy Fundusz Humanitarny, który groził zatrzymaniem pomocy dla państwa, gdy monarcha kupi sobie nowy odrzutowiec za 50 mln dolarów. Przejdźmy do najsłynniejszej imprezy w Suazi. Co roku w urodziny Mswatiego, 19 kwietnia na piłkarskim stadionie odbywa się ceremonia wybierania żony. Zostają nimi głównie miss kraju i póki co zebrał ich 14. Nie próżnuje również w życiu seksualnym - ponad 30 dzieci to naprawdę godny wynik. Nie jest też egoistą, każda małżonka otrzymuje limuzynę i willę. Poniżej zdjęcia obrazujące powyższe wydarzenie, król w plemiennym stroju podąża na podbój kolejnej niewiasty:



Jak wszyscy wiedzą komunizm i socjalizm to ustrój tragiczny i złodziejski. Nie skorzystało na nim żadne państwo, a niestety jego skutki odczuwane są np. w Polsce. My na szczęście chwilowo się z niego oswobodziliśmy [chociaż podpisanie traktatu reformującego nadal jest możliwe]. Dzisiaj skupię się na Zimbabwe. Dawno temu państwo nazywało się Rodezja i było brytyjską kolonią. Ludziom nie żyło się źle, kraj był jednym z najbogatszych i najszybciej rozwijających się w Afryce. Niestety, społeczeństwu zachciało się niepodległości.
Na blogu chciałbym częściej poruszać takie problemy, dlatego myślę, że w najbliższym czasie napiszę również o innych wynaturzeniach w Afryce - nieżyjącym już Idi Aminie i jego Ugandzie, czy Suazi i władcy o barwnym imieniu Mswati.