Włączyłem ostatnio telewizor [co nie zdarza mi się często] na program "Kropka nad i". Monika Olejnik miała przyjemność [?!] gościć Lecha Wałęsę, naszego eks-prezydenta. Na szczęście eks, na nieszczęście prezydenta. Nieważne. Tym razem Bol... znaczy się Wałęsa po raz kolejny pluł jadem, jego celem był Sławomir Centkiewicz [dla Wałęsy Centkiewicz - coś mu się pomyliło, może zamiast "Lech Wałęsa, a SB" przeczytał omyłkowo "Anaruka" lub inne pamiętne książki o Grenlandii napisane przez Centkiewicza, ale Czesława]. Wyraził on pogląd, że dziecko ubeka [a takim jest Cenckiewicz, co zresztą przyznał już dość dawno] nie powinno pracować w takiej instytucji, jak IPN. Monika Olejnik [wysoce prawdopodobne, że była córką ubeka] wręcz nie mogła usiedzieć w fotelu. Strach pomyśleć, co by było, jakby miejsce Bolka [notabene pieprzącego w tym programie wręcz niesamowite bzdury] zajął np. ktoś z PiS-u i wygadywał podobne farmazony. W zasadzie program mógł trwać jedynie pięć minut, bo potem "pierwszy gladiator Solidarności" się powtarzał. Wyszło to bardzo nędznie. Wpierw o Cenckiewiczu, potem o tym, jak to nie wolno krytykować człowieka, który uratował kraj przed komuną - ile razy my już to słyszeliśmy i znowu to samo: o Cenckiewiczu, jakim to był przywódcą i jego nie wolno atakować, o Cenckiewiczu... Końcówka byłaby już zupełnie nudna, gdyby nie miotająca się Olejnik, która miała już tego wszystkiego wyraźne dosyć.
Meritum sprawy jest jednak coś nieco innego. Wiadomo Wałęsa to głupi robotnik, który miał szczęście być w idealnym momencie w odpowiednim czasie. Dlaczego jednak media cały czas go zapraszają. Od z dnia na dzień mówi coraz to głupsze rzeczy powtarzając się zresztą. Przecież każdy, kto zna tę sprawę lub ma chociaż szczyptę chęci na przyjęcie tych dość niewygodnych faktów [nawet Michnik, co kiedyś nawet napisał na łamach swojej propagandówki] wie, że Wałęsa był tym Bolkiem, a za czasów prezydentury znalazł się w archiwach, swoje dokumenty podebrał i najprawdopodobniej spalił, a może je zjadł... Tak czy owak - przepadły, więc nie ma co maglować tej sprawy, bo dowodów nie ma, a więc on może się bronić i bezkarnie kłamać. Otwórzmy te teczki i raz na zawsze zakończmy sprawę tak fatalnie rozegranej lustracji.
Czasami człowiek, który źle się czuję, np. ma nudności gada głupoty. Jest tylko jedna osoba w Polsce, która robi to notorycznie, niezależnie od tego czy jest trzeźwa, czy pijana, i niezależnie od samopoczucia. Kłapie jednak językiem trzy po trzy, tylko dlatego, że uważa się go za symbol. Nazywa się Lech Wałęsa i dzisiaj miał swoje wystąpienie. Tradycyjnie ogłosił, że Kaczyńscy nie walczyli z bezpieką, tylko z nim. Jakby jednak tego było mało postanowił oskarżyć p. Annę Walentynowicz o współpracę ze Służbami Bezpieczeństwa. I tutaj jeszcze cytacik: "To niepoważni ludzie, włącznie z Kaczyńskim. To ludzie, którzy nie walczyli z komuną, a z Lechem Wałęsą. Jak tylko zacząłem zwyciężać, ustawili się i walczą ze mną. Proszę ich zapytać, kto z nich bywał na obchodach rocznicowych pod pomnikiem? Ja zawsze bywałem". Panie Wałęsa - stanie pod pomnikiem nie oznacza, że pan NIE współpracował z SB, a Walentynowicz odwrotnie. O Panu napisali książkę, nakręcili parę filmów, o Walentynowicz nie. Pora odejść, człowieku, i dać już sobie spokój, póki jeszcze niektórzy Pana szanują. Pogrążasz się coraz bardziej i naprawdę się dziwię - nawet "Wyborczej", że traktują jeszcze te słowne ochłapy poważnie. Szkoda słów... Rada - przyznaj się do współpracy lub nie - w każdym razie zaszyj się w swoim Gdańsku i nie męcz nas już swoją facjatą i bzdurami, które wygadujesz.
Euro 2008 komentować nie będę, bo przecież każdy wie jak było, a ci co oglądali widzieli w jakim stylu.
Dzisiaj znowu o Wałęsie. Już 23 czerwca, czyli za 6 dni pojawi się niezwykle ciekawa książka S. Cenckiewicza i P. Gontarczyka - "SB, a Lech Wałęsa". Dopiero od przedwczoraj na stronie internetowej tygodnika "Wprost" można było zapoznać się z fragmentami książki. Cała jej zawartość pozostawała tajemnicą do tego czasu. Ale to jest nieważne.
Najważniejsze pytanie - 'czy Lech Wałęsa był agentem SB?'. Odpowiedź jest oczywista. Był. Naprawdę nie istnieje masowy front przeciwko legendzie "Solidarności". To po prostu jest fakt - ludzie żyli w tamtych czasach i znają prawdę, która była zacierana. Początkowo ukrywana pomiędzy donosicielem, a agentem "Bolek", a potem przez współpracowników i samego agenta - prezydenta. Każdy, który chociaż trochę "siedzi" w polityce, wie że Wałęsa z ekipą kręcili się po archiwach i zabierali teczkę Tajnego Współpracownika o pseudonimie "Bolek". Akta, owszem, wróciły, ale niestety parę cennych materiałów zniknęło. Co się z nimi obecnie dzieje, nie wiadomo, najprawdopodobniej jednak są one już zniszczone. Innymi ważnymi materiałami są filmy - "Plusy dodatnie, plusy ujemne" [zapraszam na seans oraz "Nocna Zmiana". Nie będę się zagłębiać w szczegóły, nie jest to jednak trudne w zrozumieniu, więc zobaczcie sami - i wyciągnijcie wnioski. Kolejnym dowodem na to, że Lech Wałęsa na agenturalną przeszłość jest... Aaron Szechter, alias Adam Michnik. Chodzi tutaj o jego wypowiedź na łamach "Gazety Wyborczej". Gdy była afera z Gunterem Grassem [swoją drogą co za zbieżność sytuacyjna], że ten miał związki z SS, Wałęsa zaatakował go najmocniej. Redaktor naczelny powyższego dziennika powiedział, żeby były prezydent uderzył się w pierś, bo sam miał haniebną przeszłość. O co mu chodziło, można się domyślić. Wprost oczywiście tego nie powiedział, ale trudno posądzać Michnika o zrobienie coś dobrego dla wyjaśnienia historii Polski. Wałęsa szybko wycofał się z wypowiedzi i więcej nie poruszał tego tematu - strach? Chyba tak...
Sprzeciw dla książki IPN-owskiej o przeszłości Wałęsy poparło wiele "postępowych" postaci, takich jak wychwalająca Stalina: Szymborska, Bartoszewski [dziwnym trafem "wypuszczony" z Oświęcimia oraz posługujący się "fałszywą" profesurą], Wajda, Michnik, Geremek, Edelman [o tym człowieku, koniecznie trzeba przeczytać czy Łuczywo. Zachowanie godne ZSRR - tam też krytykowali coś, mimo że tego nie czytali. Jak bardzo ciekawie określił Korwin-Mikke: 'Homo sovietus'.
I drugie pytanie, równie często zadawane: czy agentura Wałęsy przekreśli jego autorytet?. Różnie można tą sprawę postrzegać, wyrażę jednak swoją opinię. Bycie agentem SB jest czymś hańbiącym. Oczywiście jest różnica między Fronczewskim [który raz w stanie nietrzeźwym został spisany i spotkał się ze służbami by odmówić współpracy], a TW "Bolkiem", który donosił za pieniądze. Donosicielstwo doprowadziło m.in. do śmierci księdza Jerzego Popiełuszki, więc niech nikt nie mówi, że to nie jest nic godnego potępienia. Jest. Dlatego autorytet Wałęsy został wystawiony na próbę. Ten człowiek swoimi wypowiedziami na różne tematy wzbudził we mnie negatywne emocje, ale do pewnego czasu doceniałem jego zasługi w latach 80. Teraz wstrzymuje się i z tym. Zobaczymy co napisze książka, a na pewno nie napisze wszystkiego... Z całą pewnością prowadził 'podwójne życie' i niestety trzeba to wziąć pod uwagę. Pisanie historii najnowszej oraz podręczników na ten temat trzeba zatem rozpocząć od nowa.
Myślę, że mało prawdopodobne jest, żeby Wałęsa był "Bolkiem". Wiele osób na podstawie dokumentów było oskarżanych o współpracę z SB i potem byli oczyszczani. Tu będzie tak samo, jeśli dojdzie do procesu. Lech Wałęsa jest bezpodstawnie oskarżany
Sparafrazuję ten cytacik - ale, w przeciwieństwie do posła Lisa, podam konkretne argumenty. "Myślę, że bardzo prawdopodobne jest, żeby Wałęsa był "Bolkiem". Wiele osób na podstawie dokumentów było oskarżanych o współpracę z SB i potem byli oczyszczani. Tu będzie tak samo - niesłusznie. Bowiem Wałęsa nie jest bezpodstawnie oskarżany.
Lech Wałęsa wynosił dokumenty będąc prezydentem. Istnieje wiele dowodów i jest naprawdę wiele osób, którzy są przekonani o agenturze tego pana. Grupowy spisek? Sąd uniewinniał też Boniego, który potem mając złożyć oświadczenie lustracyjne przyznał się do donoszenia, mimo że szedł w zaparte przez 15 lat. Wałęsa w zaparte pójdzie jeszcze dłużej, ale MIEJMY NADZIEJĘ, że prawda w końcu oficjalnie wyjdzie na jaw.
"Wiem, ale nie powiem..." - taka bardzo śmieszna postawa. Zawsze miałem z tego wiele śmiechu. Powyższe zachowanie ostatnio prezentuje nam [na szczęście]->były prezydent Polski, Lech Wałęsa. Otóż, widać że strasznie się boi publikacji nowej książki IPN o agencie "Bolek". Przywódca "Solidarności" przekonuje jednak - "WIEM KIM JEST BOLEK". Na pytanie 'kim?', odpowiada 'nie powiem'.
Na pytanie Programu 3 PR ktoś znany [wyleciało mi z głowy] powiedział, że marszałek senatu Borusewicz słyszał rozmowę Wałęsy, w której przyznał się, że donosił esbecji pod pseudonimem "Bolek". Zagadany przez reportera stwierdził, że nie chce się wypowiadać na ten temat. Ciekawe, prawda? Gdyby nic nie ukrywał, to zapewne powiedziałby "to wierutna bzdura!" [zwłaszcza, że Bol... tfu... Wałęsa sympatyzuje z Platformą - w której Borusewicz niejako jest]. A, że teczki obecnie w archiwach nie ma... Cóż, dziwi was to? Mnie nie, szczególnie że armia z Czerskiej na czele z grenadierem Michnikiem, Siemiątkowski, "liberałowie" czy sam Wałęsa chodzili sobie do MSWiA i dostawali zgodę na dostęp do akt. Ciekawe tylko gdzie jest - w sejfie Wałęsy, czy może już dawno spalona... To pozostanie już tajemnicą "bohatera".
Musiałem przez parę dni odpocząć od obserwowania polityki, teraz wracam. Wrócił temat rady mędrców, która ma pomagać WE w gospodarczych wyzwaniach globalizacji. Zastanawia mnie, ile Lech Wałęsa vel. Bolek wie o procesie globalizacji lub co gorsza jej gospodarczych wyzwaniach. Wydaje mi się, że nic. Nie chodzi tutaj już tylko o jego prawdopodobne donosicielstwo. Najgorsze jest, że ten prosty człowiek nie ma kompetencji na takie stanowisko, w dodatku nie jest osobą, która powinna reprezentować Polskę na szczeblu międzynarodowym. Na szczęście nie jesteśmy w najgorszej sytuacji, jeśli chodzi o wybór reprezentanta. SZEFEM tego oryginalnego tworu ma być były socjalistyczny premier Hiszpanii Felipe Gonzalez. Wstyd.
Spojrzałem na ankietę na portalu onet.pl. Dotyczy ona wyboru reprezentanta Polski do rady mędrców. Wynik jest zatrważający. 27 procent głosów dostał [nie-profesor] Władysław Bartoszewski. Owszem, jest to osoba zasłużona dla losów naszego kraju, ale już dosyć zaawansowana wiekowo. Dalej, drugie miejsce zdobył "Bolek" Wałęsa z 11 procentami. Trzecie miejsce o jeden punkt procentowy mniej otrzymał, o zgrozo, Aleksander Kwaśniewski. Czwartą pozycję zajmują ex-equo Leszek Balcerowicz i Lech Kaczyński. Dopiero potem możemy znaleźć w miarę porządną osobę - Romana Kluskę, niestety posiadający ten sam procent głosów co udecy Geremek i Mazowiecki. Kolejne miejsca zajęli Andrzej Wajda i prymas Glemp. Na szarym końcu, z jednym procentem, premier Donald Tusk.
Nieco lepszą wiadomością jest rozpoczęta praca opozycji. Lewica i Demokraci, chcą pokazać spoty, które pokażą w fatalnym świetle Donalda Tuska i jego rząd. Pasmo niespełnionych obietnic, klęska finansowa to obraz 100 dni rządów PO według czerwonych. O ile tych socjalistów nie lubię z całego serca, to cieszy mnie ten spot. Zapewne trafi on do Polaków i partia rządząca straci trochę punktów procentowych. Według mnie raczej nie na rzecz lewicy, której społeczeństwo na szczęście przestało ufać. Film jest dostępny na stronie LiD-u.
Trzy filmy, dwa dłuższe (jeden autorstwa Jacka Kurskiego, drugi Grzegorza Brauna), trzeci zaś to króciutkie, paruminutowe nagranie z wywiadu z Lechem Wałęsą. Pozycja obowiązkowa dla wszystkich, którzy wierzą w wersję wydarzeń głoszoną przez byłego prezydenta i środowisko związane z "Gazetą Wyborczą". Po obejrzeniu tych trzech tytułów, zapewne każdy pokusi się o jakieś refleksje.
"Bolek - Kompromitacja"
"Nocna zmiana"
"Plusy dodatnie, plusy ujemne"
Kim był Lech Wałęsa przez 1989 roku, tego nikt nie wie. Po obejrzeniu filmu "Plusy dodatnie, plusy ujemne", pokazanych tam dokumentach i zwierzeniach znajomych Wałęsy człowiek zaczyna zadawać sobie pytania - czy Lech Wałęsa to bohater czy zdrajca. W tej notce nie zamierzam nikogo oczerniać, dlatego nie ujrzycie tutaj kategorycznych sądów, a jedynie przypuszczalne działania byłego prezydenta. TW Bolek to agent, który swoimi działaniami łudząco przypominał Lecha Wałęsę, którego ojciec nazywał się... Bolesław. Nieco podejrzana wydawała się również spora niechęć dawnej głowy państwa do lustracji. Dziwne jest przede wszystkim to, dlaczego Lech Wałęsa, niezwykle szanowana postać, laureat Pokojowej Nagrody Nobla - tak szybko, bo w jeden dzień zdymisjonował rząd Jana Olszewskiego, który chciał całe lustracyjne bagno ujawnić. Dlaczego hamował działania Antoniego Macierewicza? Dosyć zaskakujące było figurujące na Liście Macierewicza nazwisko Wałęsy. Ale nie tylko jego rzekoma współpraca z organami SB plami jego zyciorys.
Rok 1993. Gang Pruszkowski powoli jest wyłapywany. Za rok aresztowany zostanie Andrzej Kolikowski ps. Pershing [i to mu uratuje życie, ale tylko na niedługo]. W więzieniu siedzi niejaki Andrzej Zieliński noszący pseudonim Słowik, jeden z najsłynniejszy gangsterów w Polsce. Wałęsa postanowił skorzystać z prezydenckiego prawa łaski i uniewinnić gangstera. Prasa donosiła, że przywódca Solidarności zrobił to pod naciskiem jego najbliższego współpracownika Mieczysława Wachowskiego [zatrzymanego w tym roku pod zarzutem korupcji], który miał rzekomo dostać 150.000 tysięcy złotych łapówki. I to były największe akcenty prezydentury tego kontrowersyjnego człowieka
Dwa lata po ułaskawieniu Słowika, Wałęsa przegrywa wybory prezydenckie ulegając w drugiej turze Aleksandrowi Kwaśniewskiemu. Zadecydowała o tym ostatnia debata, w której Lech W. powiedział o przywódcy obozu postkomunistów - "ja to mogę mu co najwyżej nogę podać". W roku 1997 poparł Akcję Wyborczą Solidarność, ale swoją metodą bardzo szybko zmienił zdanie i wkrótce zamienił się w krytyka tego ugrupowania. Po trzech latach odbyły się kolejne wybory prezydenckie Anno Domini 2000. I to był największy błąd byłej głowy państwa. Wynik wyborów, jak na osobowość Wałęsy był katastrofalny, jego poparcie ledwie przekroczyło 1 proc., co dało ponad 2 razy mniejszy wynik niż Janusz Korwin-Mikke.
I przez ten czas Wałęsa w jakimś stopniu umilkł, dopiero w 2005 roku nastąpiła wałęsowa reaktywacja. Była, skompromitowana głowa państwa napisała bowiem list otwarty o Radiu Maryja, otwarcie krytykując je, zarzucając rasizm, ksenofobię oraz antysemityzm. W rzeczywistości była to najprawdopodobniej zemsta za zarzuty na antenie rozgłośni ojca Rydzyka o rzekomą współpracę Wałęsy z organami bezpieki. W tym samym roku rozpoczął się romans Lecha Wałęsy z Platformą Obywatelską, z którą zresztą kiedyś współpracował [pod szyldem KL-D] wykolegowując rząd Jana Olszewskiego [słynne: "Panowie, policzmy głosy", herr Tuska]. I ostatnie wybryki coraz to bardziej kompromitującego się Wałęsy to wulgarne i prymitywne nazwanie prof. Lecha Kaczyńskiego, czyli głowy państwa "durniem i skur...nem. Proces już wkrótce bowiem Karol Karski wraz z Jolantą Szczypińską wniosek o popełnienie przestępstwa już złożyli. Z kolei sam Wałęsa zdążył przegrać proces ze swoim byłym przyjacielem, naczelnym "Tygodnika Solidarność" Krzysztofem Wyszkowskim, którego nazwał w sposób niebywale bezczelny - wariatem, chorym debilem i małpą z brzytwą.
Jak widać, Lech Wałęsa to postać kontrowersyjna. Każdy ma o niej wyrobione zdanie. Z jednej strony, solidarnościowiec, z drugiej esbek, z jednej strony laureat Nagrody Nobla, z drugiej beznadziejny prymityw. Ocenę pozostawiam Wam, drodzy czytelnicy, ja już swoje zdanie o tym panu wyrobione zdanie mam.